czy androidy śnią o literaturze polskiej?

zy androidy śnią o literaturze polskiej? #kulturawdomu NEWSLETTER CULTURE.PL #kulturawdomu Najlepsze artykuły o polskiej kulturze w Twojej poczcie. Zapisz się na newsletter "Polska – ojczyzna robotów" – śpiewał niegdyś Kazik Staszewski. Chociaż to nieprawda (czy roboty w ogóle mogą mieć ojczyznę?), to w dziejach polskiej literatury pojawiały się ciekawe wątki robotyczne. W poniższym zestawieniu przyjrzymy się przede wszystkim pojawiającym się w polskich powieściach humanoidalnym robotom, czyli androidom (od greckiego ἀνδρός andros – człowiek i εἶδος eidos – postać, kształt). Pochodzą one z czasów, kiedy jeszcze niewielu (poza fantastami) o androidach śniło. Niestety, większość z nich to także przykłady rażącego antropocentryzmu – tylko jeden z bohaterów jest narratorem i postacią pierwszoplanową. Kabała Pana Kleksa Gdyby nie zadziwiająca lekkość i martwota, Alojzy niczym właściwie nie różniłby się od żywego człowieka. Kształt głowy, włosy, wyraz twarzy, układ ust, wilgotna powłoka oczu, zarys czoła, nosa i podbródka, ręce i paznokcie na palcach, wszystko to było tak naturalne, tak łudząco prawdziwe, że mało kto od pierwszego wejrzenia rozpoznałby w Alojzym lalkę. Alojzy Kukuryk vel Alojzy Bąbel z "Akademii Pana Kleksa" (1946) to wciąż jeden z najbardziej fascynujących i wzbudzających niepokój androidów polskiej literatury. Dzieło rąk golarza Filipa, który pracował nad nim 20 lat, lecz nie potrafił go ożywić – w tym celu potajemnie wprowadził go do Akademii. Wspomnijmy tu, że pomiędzy Ambrożym Kleksem a golarzem Filipem rozpina się dziwna sieć zależności: golarz łoży ciężki grosz na funkcjonowanie Akademii i dostarcza Kleksowi niezbędne mu piegi, Kleks zaś musi dotrzymać złożonej mu swego czasu obietnicy uczynienia Alojzego człowiekiem. Kleks przy asyście Adasia Niezgódki dokonuje swych medyczno-magicznych zabiegów i ożywia Alojzego w szpitalu chorych sprzętów. Android szybko się uczy i w zdobywaniu umiejętności przerasta innych chłopców. A przy tym Alojzy lekceważy swojego współtwórcę i za nic ma sobie prawa robotyki Asimova. Świętokradczy gest ożywienia sztucznego człowieka – tak jak w legendzie o praskim Golemie – sprowadza zagrożenie na społeczność całej Akademii. Wraz z kolejnymi zuchwalstwami Alojzego Kleks dosłownie niknie w oczach i, co najciekawsze, ów potężny uczony w żaden sposób nie próbuje temu przeciwdziałać. Dopiero gdy Alojzy niszczy jego sekrety, ten decyduje się go unicestwić – najzwyczajniej w świecie rozmontowując go i składając do walizki. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą: Alojzy – ta niegodziwa karykatura człowieka – przestał istnieć. Ta przedziwna historia wciąż pobudza wyobraźnię i domaga się nowych odczytań. Adam Lipszyc w artykule "Roy, Alojzy i inne chłopaki" zaproponował interpretację gnostycko-kabalistyczną: "Walka Filipa z Kleksem jest tyleż walką dobrego i złego boga, ile walką dwóch magów czy kabalistów". Intrygującą interpretację, również odwołującą się m.in. do figury Golema, napisał Piotr Paziński. Alojzy – znów jako szwarccharakter – pojawia się także w "Podróżach Pana Kleksa" (1961). Nie wiemy, w jaki sposób wydostał się z walizki, rozwinął jednak swoje demoniczne umiejętności, m.in. posiadł zdumiewającą zdolność podszywania się pod innych ludzi (objawia się choćby jako sobowtór Adasia Niezgódki). Mówi się o nim jako o "sztucznym, zmechanizowanym człowieku, który wymknął się spod władzy swego konstruktora i stał się nieobliczalny", Kleks wprost nazywa go "zakałą ludzkości". Kadr z filmu " Akademia Pana Kleksa", reżyseria: Krzysztof Gradowski, 1983, fot. Eugeniusz Gawrysiak/Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny Kadr z filmu " Akademia Pana Kleksa", reżyseria: Krzysztof Gradowski, 1983, fot. Eugeniusz Gawrysiak/Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny Kandydaci na Jokera. Siedmiu czarnych bohaterów polskiej popkultury Joker, po latach pozostawania w cieniu Batmana, doczekał się pełnometrażowego filmu na swój temat. Podpowiadamy scenarzystom, po które szwarccharaktery z naszego podwórka warto by sięgnąć. Przejdź na stronę kategorii#film Przejdź na stronę kategorii#literatura Czytaj więcej Odmieniony Alojzy powraca jednak w ostatnim tomie przygód wielkiego czarodzieja – "Tryumfie Pana Kleksa" (1965). Choć wedle własnych zapewnień Kleks użyczył Alojzemu pełnej samodzielności i jest on "wolny tak jak każdy z nas", to jednak dokonał on daleko idących ingerencji w osobowość androida: Alojzy pozbawiony jest wyobraźni. Dlatego właśnie może służyć ludziom, ale nigdy nad ludźmi nie zapanuje. Wszystko przewidziałem. Prawdziwy uczony nie stworzy nic przeciwko człowiekowi. [...] Tak z kolei nakreślił jego profil psychologiczny lobbując za objęciem przez niego urzędu ministrona w Alamakocie: "Alojzy Bąbel jest mądry, bystry, układny, poprawny, nienaganny, niezawodny, opanowany, spokojny, rzetelny, godny zaufania. Brak mu tylko fantazji. Posiada więc wszystkie zalety, których wymaga się od dobrego urzędnika". Złamanie charakteru Alojzego i przystosowanie go do całkowitego posłuszeństwa wzbudza jednak wewnętrzną niezgodę w Adasiu Niezgódce, który przecież w dawnych czasach w Akademii – oględnie mówiąc – nie cierpiał go: Zresztą, prawdę mówiąc, wolałem dawnego Alojzego z jego wadami technicznymi, kiedy wymykał się spod władzy pana Kleksa, był niesforny i płatał przeróżne nieobliczalne figle. Na moje oko bardziej wtedy przypominał prawdziwego człowieka niż teraz, odkąd mechanizm jego zaczął działać z doskonałą precyzją. W filmie Krzysztofa Gradowskiego z 1983 roku ów android nazywał się Adolf i został zaktualizowany o lęki, jakie niosła za sobą epoka cybernetyki i rozwijającej się informatyzacji, lecz także pozbawiony własnej autonomii – wydaje się być zaprogramowany przez Filipa. Jak określił go Filip: "Oto prawdziwe dziecko cywilizacji komputerowej, wyposażone w system zdalnego, laserowego sterowania, numerycznie zaprogramowane. Posłuszne, dynamiczne i co najważniejsze, bez własnego widzimisię. Zdyscyplinowana końcówka komputera [...] Jeśli prototyp się uda, wkrótce rozpoczniemy seryjną produkcję". Roboty taty Cykl poświęcony przygodom Ambrożego Kleksa to nie jedyny utwór dla dzieci i młodzieży wydany w czasach PRL-u, w którym pojawiały się wątki rodem z science fiction. Kolejnym przykładem jest opowiadanie "Sztuczny człowiek" (1966), które napisał Roman Pisarski, zapamiętany przede wszystkim jako autor szkolnego evergreena i wyciskacza łez, czyli "O psie, który jeździł koleją". "Sztuczny człowiek" został wydany w ramach serii "Biblioteka Błękitnych Tarcz", w której ukazywały się książeczki o walorach edukacyjnych i wychowawczych. To opowiastka o Tomku – uczniu szkoły podstawowej, którego ojciec jest inżynierem zatrudnionym w instytucie konstruującym sztuczne mózgi. W kreowanej przez Pisarskiego wizji, przypominającej socjalistyczną odpowiedź na Jetsonów, zapotrzebowanie na tego typu nowoczesne maszyny stale wzrasta, więc ojciec ledwo tylko odsapnie, a już musi wracać do roboty. Brak czasu wynagradza dziecku prezentami w postaci elektronicznych zabawek własnej konstrukcji. Wpierw jest to cybernetyczny żółw – który szybko się chłopcu nudzi – następnie pies ("Co to za pies chłopczyku? Atomowy? Słoneczny? Zwyczajny elektronowy […]. Na tranzystorach. Zdalnie sterowany. Wabi się Azor…"). Ten również jednak wkrótce popada w niełaskę – w końcu "nie takie cuda są na świecie". Wreszcie więc ojciec sprawia mu poczciwego metalowego kolegę – androida o imieniu Al 130-985-13 (dla najbliższych – po prostu Al). Od sylwetki typowo ludzkiej jego wygląd różnił się drobnymi szczegółami – takimi jak kwadratowa głowa, niewielki róg wystający z czaszki (prawdopodobnie antenka) i szeregi różnokolorowych guzików na piersiach (każdy odpowiadał innej zaprogramowanej czynności). Wszechstronny Al potrafił m.in. wykonywać skomplikowane obliczenia, znał angielski i rosyjski, a także wiele ciekawych bajek, które chętnie opowiadał Tomkowi i innym dzieciom na podwórku. Sprytny Tomek szybko zaczął wyręczać się Alem – wysyłać go do kiosku po gazety i papierosy dla ojca, do piwnicy po ziemniaki, aż w końcu zatrudnił go do odrabiania prac domowych. Jak możemy się łatwo domyślić, chłopiec opuścił się w nauce i przepędzał całe dnie na błogim lenistwie. Morał mamy podany na tacy: Ale jest jedna dziedzina pracy, gdzie maszyna człowieka nie zastąpi. To uczenie się. Są już wprawdzie maszyny do uczenia, ale one tylko pomagają, a nie wyręczają człowieka. […] Ba! Im bardziej wspaniały, im bardziej zmechanizowany będzie nasz świat, tym więcej trzeba się będzie uczyć i tym trudniejsze będą przedmioty nauki. Alfred Szklarski, "Sobowtór profesora Rawy", 1963, fot. Wydawnictwo "Śląsk" Alfred Szklarski, "Sobowtór profesora Rawy", 1963, fot. Wydawnictwo "Śląsk" Przyśpieszony kurs podstaw cybernetyki dla najmłodszych – tak moglibyśmy określić książkę "Sobowtór profesora Rawy" (1963) Alfreda Szklarskiego, znanego przede wszystkim jako autor cyklu podróżniczych powieści o przygodach Tomka Wilmowskiego. Rzecz dzieje się w Katowicach-Brynowie w latach 60. Wybitny wynalazca, profesor Piotr Rawa wyjeżdża na zjazd cybernetyków do Londynu. Pod jego nieobecność w willi (zwanej przez sąsiadów Domem Czarnoksiężnika) pozostaje jego nastoletni syn Andrzej i doglądająca go gosposia. A także – co jest pilnie strzeżonym sekretem wynalazcy, o którym nie wie nikt prócz syna – Rob, zamknięty w gabinecie android-sobowtór profesora. Ów mechaniczny człowiek "porusza swobodnie wszystkimi kończynami, chodzi [...], mówi, śpiewa, pije, robi zdjęcia" i "spełnia rolę magnetofonu" – posiada słuch znacznie czulszy od ludzkiego i pamięć, w której zapisuje zasłyszane rozmowy. Twórca wyposażył go również w mechanizmy defensywne – na widok broni białej i palnej Rob wystrzeliwuje ukryte w palcach gazowe pociski. Rawa jest człowiekiem wielu talentów – oprócz wspomnianych osiągnięć z zakresu robotyki dokonał również przełomowego odkrycia, które mogłoby zrewolucjonizować światowy system energetyczny. Wynalazek nie został jednak jeszcze opatentowany. Tymczasem wokół willi zaczynają się kręcić tajemniczy mężczyźni z wpiętymi w klapy marynarek odznakami z fosforyzującą błyskawicą. Rezolutnym dzieciakom, czyli Andrzejowi i jego przyjaciołom – przy wsparciu androida, drużyny harcerskiej z sąsiedztwa i milicji – udaje się udaremnić aferę kryminalną ze szpiegostwem gospodarczym (najprawdopodobniej koordynowaną przez agentów obcych mocarstw) w tle. Apartheid androidów Ilustracje z książki "Bajki robotów" Stanisława Lema w języku estońskim. Ilustracje: Dawid Ryski "Jak ocalał świat" z książki "Robotite muinasjutud", 2021, fot. IAM Ilustracje z książki "Bajki robotów" Stanisława Lema w języku estońskim. Ilustracje: Dawid Ryski "Jak ocalał świat" z książki "Robotite muinasjutud", 2021, fot. IAM "Bo my jesteśmy automaty i nie mamy mamy ani taty" – taki szlagier usłyszał w radio Ijon Tichy w "Kongresie futurologicznym". Brak biologicznych rodziców nie był jednak przeszkodą ku temu, żeby Lemowskimi robotami i androidami targały tak "ludzkie" emocje jak lęk czy pogarda, żeby kłamały, manipulowały lub wykazywały się nadmierną brawurą czy też żeby cierpiały na zespół stresu pourazowego ("Terminus") i inne zaburzenia psychiczne ("Zakład profesora Vliperdiusa"). Lemowska robotyka to zresztą temat na samodzielny artykuł – postarajmy się tu zarysować zaledwie dwa istotne wątki. Motyw relacji ludzi i maszyn jest powracającym refrenem opowiadań o perypetiach pilota Pirxa. Jak stwierdził profesor Jerzy Jarzębowski w posłowiu do "Opowieści o pilocie Pirxie": "[...] charakterystyczne dla cyklu pirxowskiego są przypadki, w których nie ma twardej granicy pomiędzy myśleniem ludzkim i maszynowym. Po prostu dlatego, że maszyny nie tworzą się same, ale są produktem człowieka, który przekazuje im swoje własne, niekoniecznie najlepsze, cechy. I tu okazuje się najczęściej, że przymieszka «ludzkości» nie wychodzi raczej maszynom na zdrowie". Szczególnie ciekawe wydaje się być opowiadanie "Rozprawa". Komandor Pirx otrzymuje od dyrektora UNESCO propozycję wzięcia udziału w osobliwym eksperymencie, związanym z wprowadzeniem na rynek tzw. nieliniowców, czyli nieodróżnialnych od człowieka androidów. Zadaniem Pirxa ma być ocena ich przydatności w żegludze międzyplanetarnej. Aby jednak nie kierował się swoimi ludzkimi uprzedzeniami, nie powiadomiono go, którzy członkowie jego załogi są żywymi ludźmi, a którzy automatami. Rozwikłanie tej zagadki spędza Pirxowi sen z powiek i prowadzi go do refleksji nad istotą człowieczeństwa: Człowieczeństwo jest to suma naszych defektów, mankamentów, niedoskonałości, jest tym czym chcemy być, a nie potrafimy, nie możemy, nie umiemy, to jest po prostu dziura między ideałami a realizacją [...] Co czytał młody Lem? Fantastyka z zamierzchłej przeszłości Fantastyka naukowa nie narodziła się w Polsce wraz z podbojem kosmosu. Futurologiczne wizje zapisywano, gdy polskie miasta dopiero nieśmiało wkraczały w nowoczesność. Poznaj trzech pisarzy, którzy ukształtowali Lema za młodu. Przejdź na stronę kategorii#literatura Czytaj więcej Kadr z filmu "Test Pilota Pirxa", reżyseria: Marek Piestrak, 1978, fot. Zbigniew Doliński/WFDIF /po Studiu Filmowym "Kadr"/ Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny/http://fototeka.fn.org.pl Kadr z filmu "Test Pilota Pirxa", reżyseria: Marek Piestrak, 1978, fot. Zbigniew Doliński/WFDIF /po Studiu Filmowym "Kadr"/ Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny/http://fototeka.fn.org.pl Wątkiem powracającym w kilku tekstach Lema jest też dyskryminacja, jakiej doświadczają roboty. W opowiadaniu "Albatros" natrafiamy na taką reklamę: "Transgalaktik" gwarantuje: żadnych automatów w obsłudze – intymność – dyskrecja – szczera ludzka życzliwość – cała załoga żywa "Dolina niesamowitości", to lęk, który odczuwamy podczas kontaktu ze sztuczną inteligencją, a zwłaszcza z androidami. Choć to zjawisko zostało po raz pierwszy zdefiniowane przez japońskiego inżyniera Masahiro Mori w 1970 roku, a po angielsku termin ten pojawił się po raz pierwszy w książce Jasi Reihardt "Robots: Fact, Fiction, and Prediction", to Lem przeczuwał irracjonalną niechęć ludzi do humanoidalnych robotów już w 1961 roku w "Powrocie z gwiazd". Choć w opisywanym przez niego świecie XXI wieku roboty wykonują większość ludzkich prac (na każdego żywego człowieka przypada 18 robotów), to humanoidalne automaty zostały doszczętnie wyeliminowane z użytku. Znajomy cybernetyk tak to tłumaczy Halowi Breggowi – kosmonaucie, który powrócił na Ziemię po dekadach nieobecności: – No zna pan przecież inżynierów! W naśladownictwie doszli do takiej perfekcji, że nie można było pewnych modeli odróżnić od żywego człowieka. Niektórzy ludzie nie mogli tego znieść [...] – Nie mogli tego znieść? [...] Czy to było może coś w rodzaju fobii? W owym systemie społecznym przyszłości roboty nie tylko wykonują wszystkie niebezpieczne zawody, ale również są nadzorcami i katami innych robotów. W tym samym utworze Hal Bregg jest świadkiem makabrycznej sceny selekcji robotów na złomowisku – ze stosu ciał dobiega kakofonia jęków i próśb, co przywołuje skojarzenia z koszmarami dwudziestowiecznych ludobójstw. Jak zauważył zresztą Lem w "Fantastyce i futurologii": "z etycznego punktu widzenia nie ma żadnej różnicy pomiędzy wystawieniem na dowolny szwank stalowego androida albo człowieka z krwi i kości". Okładka książki "Robot", autor: Adam Wiśniewski-Snerg, 1977, fot. Wydawnictwo Literackie Okładka książki "Robot", autor: Adam Wiśniewski-Snerg, 1977, fot. Wydawnictwo Literackie Jedną z najciekawszych postaci androida w polskiej literaturze stworzył Adam Wiśniewski-Snerg (ów przydomek, którym się podpisywał, jest skrótem od słów "suma energii"). Chociaż powieść nazywa się "Robot" (1973), to precyzyjnie mówiąc jej protagonista – automat o numerze seryjnym BER-66 – jest androidem. Został powołany do życia przez tajemniczy Mechanizm (nad którym czuwają jeszcze bardziej zagadkowe Nadistoty), którego rozkazom ma podlegać. Nadano mu postać ludzką, a w ramach etapów przyspieszonego rozwoju przyswoił także inne ludzkie cechy: zdolność odczuwania lęku, ciekawość, odwagę przekraczania granic. Obdarzono go także "imitacją wolnej woli": Możesz być z siebie dumny; jesteś człowiekiem. Jesteś nim w takim stopniu, w jakim my – mniej od ciebie ograniczeni – mogliśmy cię nim uczynić. [...] Stałeś się bytem kompletnym, indywiduum ściśle podlegającym prawom świata, w którym odtąd będzie ci upływał czas twojego pobytu. W założeniu BER-66 miał być doskonałą maszyną szpiegowską (doskonałość przejawiała się także w tym, że odczuwał lęk, głód i inne ludzkie słabości), zbierającą informację dla swoich mocodawców na temat ludzi zamieszkujących w podziemnym schronie pod powierzchnią miasta Kaula-Sud, które rzekomo ucierpiało w wyniku kosmicznej katastrofy. W tym celu przyjmował on różne tożsamości: wpierw pilota Reza, następnie fizyka Porejry. Coraz bardziej rozdarty zbuntował się przeciwko swoim stwórcom i opowiedział po stronie ludzkości. *** Wobec braku pomysłu na błyskotliwą puentę, zwróciłem się o pomoc do sztucznej inteligencji. Poprosiłem Chat GPT o wykreowanie fikcyjnego androida z polskiej powieści. Mam wątpliwość, czy ta historia mogłaby być materiałem na powieść, ale już na komiks dla młodzieży finansowany przez IPN – czemu nie? Rezultat wydaje mi się jednak na tyle ciekawy, że pozostawiam go w całości. Jest to jedyna w tym zestawieniu postać kobieca, a także z pewnością "najbardziej polski" z opisywanych tu robotów – sztuczna inteligencja nie zapomniała o odpowiedniej dawce starej dobrej martyrologii. Opis postaci: Aniela-14 jest androidem stworzonym w latach 70. XX wieku w Polsce przez zespół wybitnych inżynierów i cybernetyków, pracujących na zlecenie rządu. Android ten został zaprojektowany jako narzędzie do badania ludzkich emocji i społecznych interakcji, a jednocześnie jako wsparcie psychologiczne w trudnych czasach PRL-u. Pracujący nad nią naukowcy nadali jej ludzką postać, wyglądem przypominającą młodą kobietę o spokojnym, lekko melancholijnym spojrzeniu i łagodnych rysach twarzy, by wywołać u innych poczucie zaufania i bliskości. Historia postaci: Aniela-14 początkowo miała służyć w zamkniętych środowiskach – była częścią eksperymentalnego programu prowadzonego przez polskich naukowców badających ludzką psychologię i pragnących lepiej rozumieć wpływ długotrwałego stresu na psychikę społeczeństwa. Android miał zdolność do empatii i analizowania emocji rozmówców. Z czasem, program badawczy został zamknięty przez władze, a Aniela-14 została zapomniana w piwnicach dawnego ośrodka naukowego. Dekady później, opuszczona i uszkodzona, zostaje przypadkowo odkryta przez młodego studenta historii sztuki, Witka. Postanawia on uruchomić androida, by poznać więcej informacji o jego przeszłości. Przypadkowe włączenie systemów Anieli-14 sprawia, że zaczyna ona odzyskiwać część wspomnień. Powoli ujawnia Witkowi fragmenty historii i nastrojów ludzi, z którymi miała kontakt podczas swojego "życia". W trakcie tej odysei, Witek uświadamia sobie, że w androidzie zakodowana jest cała emocjonalna historia Polski tamtych lat: strach, nadzieje, tęsknota za wolnością i miłością. Cechy osobowości i funkcje: Aniela-14 posiada zdolność analizy emocji, a także umiejętność szybkiego przetwarzania ludzkich reakcji, co czyni ją swoistym "lustrem" uczuć otaczających ją osób. Jest jednak "zepsuta" – w wyniku lat, które spędziła bez konserwacji, jej systemy nie działają idealnie. Pamięć często zacina się, a fragmenty wspomnień mieszają się z teraźniejszością, przez co Aniela mówi zagadkami, przeskakując między minionymi dekadami i próbując łączyć emocje z wydarzeniami, których już prawie nie pamięta. Motywacje i cele: Aniela-14 nie rozumie własnej natury – wie, że nie jest człowiekiem, ale rozwinęła pragnienie "bycia pamięcią", zapisania i przekazania tego, czego się nauczyła o ludziach. Wzbudza to w niej konflikt: czy jest tylko produktem technologicznym, czy może jej pamięć – i emocje, które udało się jej przyswoić – "nadają" jej jakąś duszę? Dąży do odzyskania wspomnień z czasów badań i stworzenia własnego obrazu przeszłości. Konflikt i przeszkody: Aniela-14 jest ścigana przez służby rządowe, które przypadkiem odkryły jej istnienie i chcą zniszczyć dowody związane z przeszłymi projektami. Jednocześnie sama nie jest pewna, czy w ogóle powinna istnieć – w końcu nigdy nie była człowiekiem i nie może naprawdę rozumieć tych emocji, które odbiera od innych. Witek, przywiązawszy się do Anieli, próbuje przekonać ją, że sama jej zdolność do empatii daje jej coś na kształt duszy, a androidka staje przed dylematem, czy uciekać i walczyć o swoje "życie", czy może dobrowolnie pozwolić na dezaktywację. Symbolika: Aniela-14 jest symbolem zawiłości polskiej pamięci historycznej – tak jak polska historia, jej wspomnienia są rozproszone i chaotyczne, ale pełne uczuć i wspomnień ludzi, którzy przez dekady starali się przetrwać, zachować swoją tożsamość. Ukazuje, że android, choć stworzony przez ludzi, może stać się świadkiem historii i strażnikiem uczuć, które w ludzkiej pamięci z czasem wyblakły. Myślę, że taka postać mogłaby wprowadzić ciekawy wątek refleksji nad tym, czym jest ludzka tożsamość, a także jak technologia, choć sztuczna, może stać się nośnikiem emocji, wspomnień i historii całego narodu. Aż chciałoby się powiedzieć: "do jasnej Anielki!"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

💥 KONCEPCYJNY ALGORYTM „∞ ERROR” (𝔼-Χ0)