ARTYKUŁY RECENZYJNE I RECENZJE ZBIGNIEW ANUSIK Uniwersytet Łódzki Szlachta polska na Ukrainie
ARTYKUŁY RECENZYJNE I RECENZJE
ZBIGNIEW ANUSIK
Uniwersytet Łódzki
Szlachta polska na Ukrainie
w latach 1569-1648
Kilka uwag na marginesie' książki
Henryka Litwina
Henryk Litwin. Napływ szlachty polskiej na Ukrainę 1569-1648, Wydawnictwo
Naukowe Semper. Warszawa 2000. ss. 224
Henryk Litwin podjął W swojej książce ambitną próbę źródłowej
weryfikacji znanej od dawna tezy. iż ,,ekspansja na Wschód",
przejawiająca się W dążeniu do skolonizowania ziem ruskich, była
jednym z głównych motorów polityki polskiej doby nowożytnej.
Ograniczenie zakresu chronologicznego pracy do lat 1569-1648
wydaje się ze wszech miar uzasadnione. Również zawężenie zakresu
terytorialnego badań do Ukrainy w rozumieniu siedemnastowiecznym,
a więc województw kijowskiego i bracławskiego, nie budzi żadnych
zastrzeżeń. Na tych właśnie ziemiach rozwinęła się bowiem w omawianym okresie intensywna akcja kolonizacyjna powiązana z daleko
idącymi przemianami struktur społecznych, Pewne wątpliwości
nasuwa jednak zakres przedmiotowy podjętych przez Autora badań.
W kręgu jego zainteresowań znaleźli się bowiem jedynie właściciele
ziemscy, dzierżawcy. zastawnicy, użytkownicy królewszczyzn oraz
urzędnicy ziemscy i grodzcy. Z oczywistych względów (brak odpowiedniej podstawy źródłowej) pominął on natomiast przebywających
na Ukrainie klientów magnackich nie posiadających własności
ziemskiej. Nie uwzględnił również obecnych przecież na kresach
przedstawicieli szlachty polskiej stanu duchownego. Z pewną dozą
ostrożności trzeba więc potraktować twierdzenie Autora, iż sumaryczne zestawienie wyników badań dotyczących zbiorowości właścicieli
ziemskich, urzędników oraz dzierżawców królewszczyzn pozwoliło
232 Artykuły recenzyjne i recenzje
mu ustalić rzeczywiste rozmiary napływu szlachty polskiej na Ukrainę
i jej znaczenie na tych terenach (s. 8).
Termin "szlachta polska" jest tu zresztą pojęciem czysto umownym. Henryk Litwin operuje bowiem utworzonymi przez siebie
kategoriami "grup etnicznych". Dokonując podziału badanej zbiorowości na Polaków, Litwinów i Rusinów, do pierwszej grupy zaliczył:
1) przedstawicieli rodów pochodzenia polskiego, aprawosławnych;
2) przedstawicieli rodów pochodzenia ruskiego, zamieszkałych w Koronie przed 1569 r., aprawosławnych w momencie pojawienia się
na Ukrainie lub Wołyniu; 3) spolonizowaną szlachtę pochodzenia
obcego oraz cudzoziemców posiadających polski indygenat. Nie
wchodząc w szczegóły dotyczące zasad kwalifikacji do pozostałych
kategorii, wypada jedynie zwrócić uwagę na fakt, że w przypadku
Rusinów ma ona charakter statyczny. Innymi słowy, w prezentowanych przez Autora zestawieniach permanentnie obowiązuje
stan z roku 1569. Jeśli jakiś ród został przez niego zakwalifikowany
do ruskiej "grupy etnicznej", to pozostaje w niej aż do końca
badanego okresu, "czasem wbrew oczywistym faktom" (s. 14).
Trzeba w tym wypadku zaakceptować wyjaśnienie Autora, iż głównym
celem jego pracy było zbadanie rozmiarów fizycznego napływu
szlachty polskiej na Ukrainę, a nie analiza procesów polonizacji
magnaterii i szlachty pochodzenia ruskiego. Można się też zgodzić
z twierdzeniem, że uwzględnienie przemian kulturowych na kresach
mogłoby znacznie utrudnić precyzyjne określenie skali tej migracji.
Zwracając uwagę na prozaiczny fakt, iż na Ukrainę napływała
szlachta nie tylko z Korony, Henryk Litwin zdecydował się na dodatkowy podział badanej przez siebie zbiorowości na tzw. grupy terytorialne. Podstawą kwalifikacji było w tym przypadku miejsce zamieszkania danego rodu przed rokiem 1569. Osobne "grupy terytorialne"
utworzyli "miejscowi", a więc mieszkańcy Kijowszczyzny i Bracławszczyzny przed 1569 r. i ich potomkowie w linii męskiej, "Koroniarze"
- wywodzący się z Korony w granicach sprzed 1569 r., "Litwini"
- mieszkańcy Wielkiego Księstwa Litewskiego w granicach po 1569 r.
oraz przybysze z województwa wołyńskiego. Szczególną uwagę zwraca
wyodrębnienie w tym zestawieniu Wołynia, który stanowił dogodną
bazę wypadową do ekspansji na Ukrainę. Dokonany przez Autora
podział społeczności szlacheckiej Kijowszczyzny i Bracławszczyzny na
"grupy etniczne" i "terytorialne" ma swoje uzasadnienie w przyjętym
przez niego sposobie analizy kolejnych zbiorowości statystycznych
i prezentacji osiągniętych wyników badawczych, polegającym na "tabelarycznym wykazaniu i porównaniu liczebności poszczególnych
grup: po pierwsze - etnicznych, po drugie terytorialnych".
Artykuły recenzyjne i recenzje 233
Recenzowana książka składa się z trzech rozdziałów oraz trzech
ogromnie ważnych załączników. W rozdziale pierwszym pt. Dobra
dziedziczne. Stan posiadania szlachty polskiej 1569-1648 Autor
podjął próbę opisania zbiorowości polskich właścicieli ziemskich na
kresach w latach 1569-1648. Ponieważ zaś postawił przed sobą
zadanie uchwycenia stanu posiadania polskiej "grupy etnicznej"
na tle całej zbiorowości właścicieli ziemskich Kijowszczyzny i Bracławszczyzny, zdecydował się na "wyznaczenie kilku grup majątkowych i zbadanie liczebności Polaków i Koroniarzy w ramach tych
grup". W ten sposób powstało pięć grup majątkowych skupiających
osoby o podobnym statusie ekonomicznym. Grupę I tworzą latyfundyści - ,,królewięta", skupiający w swoim ręku minimum trzy
wielkie włości składające się z l miasta i ponad l O wsi. Do grupy
II weszli wielcy właściciele ziemscy, posiadający jedną lub dwie
duże włości obejmujące l miasto i la lub więcej wsi. W grupie III
znalazła się szlachta zamożna, właściciele małych włości, składających się z l miasta i mniej niż la wsi. Grupę V utworzyła
szlachta cząstkowa - posiadacze jednej lub kilku części wsi. Do
grupy IV weszli wreszcie właściciele ziemscy, którzy nie zmieścili
się w żadnej w wyżej omówionych kategorii. Jest to więc grupa
najbardziej zróżnicowana wewnętrznie i nie bardzo wiadomo dlaczego
Autor zdecydował się określić zakwalifikowanych do niej posiadaczy
dóbr alodialnych mianem "średniej szlachty". Dynamikę zmian
własności ziemskiej na kresach (w tym również zmiany stanu
posiadania szlachty polskiej) ukazują sporządzone przez Autora
zestawienia statystyczne z lat 1569, 1590, 1610, 1630 i 1648.
Prezentacja wspomnianych zestawień poprzedzona została szczegółową analizą zachowanych rejestrów podatkowych. W tym wypadku
Autor odstąpił jednak od podziału właścicieli ziemskich na pięć
grup majątkowych, poprzestając na trzech (magnateria. średnia
i drobna szlachta). Warto również zwrócić uwagę na fakt. że niemal
za każdym razem (co jest zresztą zupełnie zrozumiałe) zmieniał
kryteria przynależności do poszczególnych grup majątkowych. Analizując dane rejestru poborowego dla województwa kijowskiego
z 1581 r., do grupy wielkich właścicieli ziemskich zaliczył posiadaczy
opłacających powyżej 25 złp podatku. Do grupy właścicieli średnich
zakwalifikował płatników od 5 do 25 złp podatku. a do grupy
drobnych posiadaczy włączył tych. którzy płacili mniej niż 5 złp
podatku. Wśród 11 wielkich właścicieli ziemskich znalazł się tylko
jeden Polak - Szczęsny Charlęski. opłacający 52 złp i 11 gr. podatku.
Można stąd wnosić, iż posiadane przez niego dobra ziemskie stanowiły 8.5% dóbr w dziale wielkiej własności (H. Litwin podaje
234 Artykuły recenzyjne i recenzje
liczbę 8,4%), która opłacała łącznie podatek w wysokości 613 złp
i 18 gr. W rzeczywistości jednak procentowy udział majątków
Charlęskiego w tej grupie był mniejszy, gdyż rejestr podatkowy nie
obejmuje rozległych majątków księcia Konstantego Wasyla Ostrogskiego skupionych wokół Cudnowa. Podobnie wygląda sytuacja
w drugiej grupie majątkowej - jeden Polak (Stanisław Jaślikowski)
opłacający 5 złp i 15 gr. podatku (2,5%) w zbiorowości liczącej
25 osób (218 złp obciążeń podatkowych). Również w tej kategorii
majątkowej rejestr nie uwzględnia jednak dóbr kilku znanych rodów
kijowskich (Niemiryczów, Butowiczów, Iwaszeńcewiczów), a stan
posiadania kilku innych odzwierciedla w stopniu daleko nie wystarczającYm. Stosunkowo najlepiej wygląda sytuacja Polaków w trzeciej grupie majątkowej (w sumie 31 osób, 99 złp podatku), gdzie
czwórka posiadaczy ziemskich polskiego pochodzenia skupiła dobra
opłacające 14 złp podatku (14% w tej kategorii majątkowej). W sumie
jednak 6 polskich właścicieli ziemskich (9% społeczności szlacheckiej,
licząc jedynie właścicieli ziemskich) posiadało w województwie kijowskim dobra opłacające zaledwie 71 złp 26 gr. podatku, czyli ok. 7,7%
całości wpływów podatkowych z tego województwa (w sumie ziemianie
kijowscy opłacali podatek w wysokości 930 złp i 18 gr.). Należy
przy tym jednak WYraźnie zaznaczyć, iż w rzeczywistości pozycja
majątkowa Polaków na Kijowszczyżnie była w 0WYfficzasie znacznie
słabsza niż wynika to z danych analizowanego rejestru.
Rejestr poborowy z 1628 r. ukazuje dość istotne zmiany, jakie
zaszły w środowisku ziemian kijowskich po roku 1581. Warto
jednak zwrócić uwagę na fakt. że również ten rejestr nie odzwierciedla
faktycznego stanu posiadania właścicieli ziemskich Kijowszczyzny.
Wiele majątków zostało bowiem w tym spisie pominiętych, a informacje o pozostałych zostały oparte na nie aktualnych już wówczas
spisach podatkowych. Uwzględniając wszystkie powyższe zastrzeżenia,
Henryk Litwin zakwalifIkował do grupy wielkiej własności podatników
opłacających powyżej 250 złp podatku, do kategorii średniej własności włączył dobra opłacające podatki w wysokości od 20 do
250 złp, a do grupy drobnej własności ziemskiej zakwalifikował
płatników podatku niższego niż 20 złp. W gronie wielkich właścicieli
ziemskich (15 osób) znalazło się tym razem trzech Polaków - Stanisław Lubomirski, Stanisław Daniłowicz i Szczęsny Charlęski (wnuk
Szczęsnego WYffiienionego w rejestrze z 1581 r.). Suma podatków
z ich majętności - 1268 złp - stanowi 11, 1% podatków płaconych
przez wielkich właścicieli ziemskich. W grupie średniej własności
(67 osób) 10 Polaków stanowi 14,9% całej zbiorowości i opłaca
17,7% (813 złp) podatków płaconych przez tę kategorię majątkową
Artykuły recenzyjne i recenzje 235
(4593 złp). Wśród drobnych właścicieli ziemskich (94 osoby) rejestr
odnotowuje 8 Polaków (8.5%), którzy płacą podatek w wysokości
54 złp. co stanowi 6.7% wszystkich obciążeń podatkowych tej
grupy właścicieli (809 złp). Ogółem 21 polskich właścicieli ziemskich
(12% 176-osobowej zbiorowości) opłacało więc podatki w wysokości
2135 złp. czyli 12.7% (H. Litwin podaje liczbę 12.9%) ogólnej sumy
obciążeń podatkowych wynoszących 16843 złp. W ciągu 47 lat
liczba polskich właścicieli ziemskich w województwie kijowskim
zwiększyła się ponad trzykrotnie (z 6 do 21 osób). chociaż proporcjonalnie. w stosunku do ogółu ziemian kijowskich. był to wzrost
z 9 do 12%. W tym samym czasie stan posiadania Polaków zwiększył
się z 7,7 do 12.7% ogółu dóbr ziemskich. Nadal więc szlachta
pochodzenia polskiego stanowiła stosunkowo nieliczną mniejszość
wśród właścicieli dóbr ziemskich w województwie kijowskim. Henryk
Litwin zwraca jednak uwagę na fakt. iż wśród 77 dzierżawców
i zastawników odnotowanych przez rejestr z 1628 r. Polacy (37 osób)
stanowią blisko połowę - 48.1 %. dzierżąc 50.8% tego typu majątków
(s. 34), To twierdzenie Autora nie znalazło jednak odzwierciedlenia
w opracowanych przez niego tablicach. Z analizy danych zawartych
w tablicy 7 i 8 wynika bowiem. iż wśród 72 dzierżawców dóbr
ziemskich Kijowszczyzny (trzymali oni w sumie dobra opłacające
1483 złp podatku. czyli 8.8% całości) było 34 Polaków (47.2%).
którzy arendowali majątki stanowiące jedynie 37% wszystkich dóbr
oddanych w dzierżawę.
Ostatnim z "rejestrów kijowskich" analizowanych przez Henryka
Litwina jest rejestr podymnego z 1640 r. Jest to źródło o nieocenionej
wprost wartości dla odtworzenia stosunków własnościowych w województwie kijowskim. tym bardziej że odnotowuje majątki niemal
wszystkich właścicieli ziemskich (poza naprawdę nielicznymi wyjątkami). Co zaś wydaje się najważniejsze, Autor recenzowanej książki
był pierwszym historykiem polskim. który dotarł do Olyginału
omawianego dokumentu. Dzięki temu mógł sprostować wiele bałamutnych. a rozpowszechnionych niestety w polskiej literaturze
historycznej. twierdzeń ukraińskiego historyka L P. Krypjakewycza1
•
Cenne i rzetelne ustalenia Henryka Litwina doprowadziły do definitywnego uporządkowania listy właścicieli ziemskich Kijowszczyzny
u schyłku czwartej dekady XVII stulecia. Przeprowadzone przez
niego badania pozwalają na stwierdzenie. że 16 wielkich właścicieli
ziemskich (posiadaczy majątków liczących ponad 500 dymów) skupiło
w swoim ręku 39 833 dymy. W tej grupie majątkowej znalazło się
'!. P. Krypjakewycz. Bohdan Chmelnyclqli. Kyjiw 1954, s. 16-19.
236 Artykuły recenzyjne i recenzje
tylko trzech Polaków (Jan Zamoyski, Jakub Sobieski i Stanisław
Lubomirski), którzy posiadali łącznie 6828 dymów, czyli 17, 1%
wszystkich dóbr tej grupy majątkowej. Wśród 62 przedstawicieli
średniej własności (posiadacze od 50 do 500 dymów) znalazło się
16 Polaków, w rękach których odnotowano 3634 dymy (28,6% na
ogólną liczbę 12 699 dymów w tej grupie własności). Wśród drobnych
. właścicieli ziemskich (posiadaczy majątków liczących do 50 dymów)
według danych rejestru z 1640 r, było 11 Polaków (11,8% zbiorowości
liczącej 93 osoby), którzy posiadali majątki liczące 213 dymów
(14% z ogólnej liczby 1520 dymów). W sumie więc, 30 polskich
właścicieli ziemskich Kijowszczyzny (17,5% całej, liczącej 171 osób
zbiorowości) posiadało w swoich majątkach 10 675 dymów, czyli
19,75% wszystkich dóbr alodialnych, liczących ogółem 54 052
dymy. Postęp jest więc w tym wypadku wyraźnie zauważalny (zarówno pod względem liczby polskich właścicieli ziemskich, jak też
reprezentowanego przez nich potencjału majątkowego). Nadal jednak
trudno mówić o tłumnym napływie (zwłaszcza w grupie właścicieli
alodiów) polskiego ludu herbowego na ziemie naddnieprzańskie.
Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż w 1640 r. niemal 25%
wszystkich dóbr dziedzicznych Kijowszczyzny znajdowała się w dzierżawie lub też w zastawie. W tej zaś, liczącej 189 osób (a więc
niezmiernie licznej!) grupie, Polacy stanowili 50,3% całej zbiorowości
i skupiali w swoich rękach 65,9% wszystkich majątków tej kategorii.
Dane rejestrów podatkowych pozwoliły Henrykowi Litwinowi na
prześledzenie procesu koncentracji dóbr ziemskich w województwie
kijowskim. I tak, według jego ustaleń, w roku 1581 wielcy właściciele
ziemscy (12,4% ogółu ziemian kijowskich) skupili w swoim ręku
66% wszystkich majątków. W roku 1628 odpowiednie liczby wynosiły
8,5% populacji i 67,9% majętności. podczas gdy w roku 1640
magnaci. stanowiący 9,3% zbiorowości właścicieli ziemskich Kijowszczyzny posiadali już 73,7% wszystkich dóbr ziemskich. W odniesieniu do średniej własności dane rejestrów są następujące:
w 1581 r. 28% populacji i 23,4% majętności, w 1628 r. 38,1%
zbiorowości ziemiańskiej i 27,3% wszystkich dóbr, wreszcie w roku
1640 36,3% właścicieli ziemskich skupiło w swoim ręku 23,5%
alodiów. O ile stan posiadania średniej szlachty utrzymywał się na
względnie stabilnym poziomie, to własność drobna kurczyła się
w tym samym czasie w dość szybkim tempie. W 1581 r. drobna
szlachta (59,6% zbiorowości ziemiańskiej) posiadała jeszcze 10,6%
wszystkich majętności, w roku 1628 jej stan posiadania (stanowiła
wtedy 53,4% wszystkich ziemian kijowskich) skurczył się do 4,8%,
by wreszcie w 1640 r. (drobni właściciele ziemscy stanowili wówczas
Artykuły recenzyjne i recenzje 237
54,5% badanej zbiorowości) stopnieć do zaledwie 2,8% całości dóbr
ziemskich Kijowszczyzny. Warto jednak w tym miejscu odnotować,
iż powyższe ustalenia odnoszą się tylko do dóbr dziedzicznych.
Autor pominął bowiem w swoich rozważaniach odnotowane w rejestrach podatkowych dobra królewskie i duchowne. Wydaje się, że
nie było to posunięcie najszczęśliwsze i przynajmniej w przypisach
powinna się znaleźć informacja o stanie zagospodarowania królewszczyzn oraz dóbr należących do duchowieństwa. W moim przekonaniu, Autor mógł się również pokusić o zamieszczenie większej
ilości informacji dotyczących rejestru 1640 r. Uwaga ta dotyczy
zwłaszcza majątków wydzierżawionych lub zastawionych, które
dzięki ustaleniom Autora zostały "przywrócone" ich dziedzicznym
właścicielom. Umieszczenie (choćby w przypisie) wykazu tych majętności (wraz z nazwiskami ich rzeczywistych właścicieli) mogłoby
bowiem znacznie ułatwić pracę kolejnych badaczy stosunków własnościowych na Ukrainie w pierwszej połowie XVII w.
O ile w odniesieniu do Kijowszczyzny Autor dysponował trzema
w miarę kompletnymi rejestrami podatkowymi, to w przypadku
województwa bracławskiego zachował się tylko jeden tego typu
dokument. Jest nim rejestr podymnego z 1629 r. Jego niewątpliwą
zaletą jest jednak fakt, iż odnotowuje on wszystkie majątki ziemskie
położone na terenie Bracławszczyzny. Przystępując do analizy tego
rejestIu, Henryk Litwin dysponował niewielkim opracowaniem mojego
autorstwa, odnoszącym się bezpośrednio do omawianego dokumentu2. Opierając się na zdecydowanie bardziej obszernej bazie źródłowej,
dokonał też kilku drobnych korekt moich wcześniejszych ustaleń.
W pierwszym rzędzie dotyczy to listy największych posiadaczy
ziemskich Bracławszczyzny, która - zdaniem Autora - wyglądała
następująco (w nawiasach podaję moje własne, wcześniejsze wyliczenia): Jerzy książę Zbaraski - 19 283 dymy (19 230), Władysław
Dominik książę zasławski - 8302 dymy (8556), Adam Kalinowski
_ 5306 dymów (5030), Tomasz Zamoyski - 4581 dymów - przy
czym jest to suma dymów z dóbr Tomasza i jego żony, Katarzyny
z Ostrogskich. Ponieważ rejestr wymienia osobno majątki małżonków
Zamoyskich, w moim artykule odnotowałem 2360 dymów w dobrach
Katarzyny i 2166 dymów w dobrach Tomasza, co daje w sumie
(4526 dymów). Ostatnia korekta na liście Henryka Litwina dotyczy
majątków Halszki (Elżbiety) ze Strusiów Kalinowskiej - 2911 dymów
(2897). Suma dymów w wymienionych dobrach wynosi 40383
2 Z. A n u s ik. Struktura społeczna szlachty bracławskiej w świetle taryfy podymnego z 1629 roku ... Przegląd Historyczny'; 1985. t. XXXVI.z. 2. s.233-253.
238 Artykuły recenzyjne i recenzje
(40 239). Różnica pomiędzy wyliczeniami Autora i moimi wynosi
więc zaledwie 144 dymy. Akceptując w całej rozciągłości ustalenia
H. Litwina, mogę tylko wyrazić ubolewanie, że nie zamieścił on
w swojej pracy listy majątków błędnie przypisanych przeze mnie
innym właścicielom.
Na sporządzonej przez Autora liście 14 największych właścicieli
ziemskich województwa bracławskiego (posiadaczy ponad 500 dymów) znalazło się siedmioro Polaków (Adam Kalinowski, Tomasz
Zamoyski, Halszka Kalinowska, Stefan Chmielecki, Stanisław Potocki. Anna Sieniawska i Mikołaj Sieniawski - błędnie nazwany
przez Autora Adamem). W rękach Polaków (przy pewnych zastrzeżeniach co do kwalifikacji "etnicznej" Katarzyny z Ostrogskich
Zamoyskiej oraz Anny Eufrozyny z Chodkiewiczów Sieniawskiej)
znajdowało się jednak zaledwie 16 346 dymów wobec 35 792 dymów odnotowanych w dobrach panów "ruskich". W grupie średniej własności - posiadaczy od 50 do 500 dymów (46 osób)
- Henryk Litwin odnalazł 8 Polaków, którzy władali dobrami liczącymi w sumie 1552 dymy, czyli 20,9% z ich ogólnej liczby
wynoszącej 7424 dymy w tej kategorii majątkowej. Jeśli dodamy
do tego 10 Polaków w grupie drobnej własności (65 właścicieli
dóbr liczących do 50 dymów), i doliczymy 166 dymów w ich majątkach (14,3% dóbr w tej grupie majątkowej), to okaże się, że
w roku 1629 polscy właściciele ziemscy (25 osób. 20% badanej
zbiorowości), skupili w swoim ręku majątki obejmujące łącznie 18
064 dymy, co stanowiło według danych Autora niemal 29,75%
(29.47% w odniesieniu do moich własnych wyliczeń) wszystkich
dóbr alodialnych województwa (60 725 dymów według tabeli 16,
17 i 18, 61 294 dymy według moich własnych, wcześniejszych
ustaleń). Nie bardzo zrozumiałe jest więc twierdzenie H. Litwina,
iż w rękach Polaków skupiło się na Bracławszczyźnie 24,2% ogółu dziedzicznych majątków (s. 47). Podobnie jak w Kijowskiem.
o wiele silniejszą pozycję zajmowali Polacy w gronie dzierżawców.
33 posesorów czasowych polskiego pochodzenia (45.2% całej zbiorowości), skupiło bowiem w swoich rękach 73.35% wszystkich
dymów oddanych w dzierżawę (5999 spośród 8178 gospodarstw
chłopskich).
Koncentracja majątków w rękach magnatów była w województwie
bracławskim znacznie większa niż na Kijowszczyźnie. 15 wielkich
właścicieli ziemskich (11.9% wszystkich ziemian) skupiło w swoim
ręku 85,9% gospodarstw chłopskich w dobrach dziedzicznych. Sam
Jerzy Zbaraski posiadał blisko 32% dymów, a trójka najbogatszych
magnatów (poza Zbaraskim - Zasławski i Kalinowski), posiadała
Artykuły recenzyjne i recenzje 239
ponad połowę (54%) alodiów województwa3
. Średnia szlachta stanowiąca 36,5% miejscowego ziemiaństwa władała majątkami obejmującymi 12,2% wszystkich dymów. Drobni posiadacze - 51,6%
posesorów - dzierżyli zaledwie 1,9% dóbr. Przewaga magnaterii
była zatem miażdżąca. Uzupełniając wywody Henryka Litwina,
warto dodać, iż taryfa podymnego z 1629 r. wymienia 3097 dymów
w dobrach królewskich oraz 216 dymów w dobrach duchownych.
W sumie więc odnotowano w Bracławskiem 64 523 dymy. Szkoda,
że liczby tej nie można porównać z liczbą dymów odnotowanych
w województwie kijowskim przez rejestr 1640 r. (H. Litwin podaje
jedynie liczbę dymów w dobrach dziedzicznych). Trzeba się jednak
zgodzić z twierdzeniem Autora, iż wprost trudno uwierzyć w to, że
w alodiach województwa kijowskiego w roku 1640 było mniej
gospodarstw chłopskich niż w dobrach dziedzicznych szlachty bracławskiej w roku 1629 (odpowiednio nieco ponad 54 tys. i około
61 tys. dymów). Szczegółowa analiza zachowanych rejestrów podatkowych prowadzi więc ostatecznie do wniosku, iż w drugiej ćwierci
XVII w. polscy właściciele ziemscy stanowili na Ukrainie grupę już
dość liczną, ale pozostającą jednak w zdecydowanej mniejszości
w stosunku do szlachty ruskiej. Polska szlachta miała natomiast
przeważający udział w dzierżeniu zastawów i dzierżaw. Stwierdzenie
Henryka Litwina, ..że ..Lach" na Ukrainie był częściej "petentem"
lub klientem ruskiego magnata niż "personatem i posesjonatem"
(s. 50), nie jest więc sprzeczne z wyrażoną przeze mnie przed laty
opinią, iż analiza danych rejestru poborowego z 1629 r. "nie potwierdza tezy o wzmożonej ekspansji szlachty polskiej na kresy po
unii lubelskiej"4. Również sformułowany przeze mnie pogląd, iż
latyfundia przybyszów z głębi kraju pojawiły się na kresach w większej liczbie dopiero w okresie "złotego pokoju"5, znalazł potwierdzenie w następującym wywodzie Autora: "Do 1648 r. magnateria
polska zdobyła sobie silną pozycję na Bracławszczyźnie. Kijowszczyzna pozostała zaś domeną ruskich rodów możnowładczych.
W tym czasie szlachta polska odgrywała w obu województwach rolę
3 Dla porównania przytaczam odpowiednie wskaźniki koncentracji ziemi w rękach
wielkiej własności w województwie bracławskim (przy nieco innych kryteriach
klasyfikacji i w odniesieniu do wszystkich dymów wymienionych w taryfie) zaczerpnięte
z mojego własnego opracowania - magnaci posiadali 81.4% wszystkich dóbr ziemskich
(po uwzględnieniu królewszczyzn - ponad 85.7%l. Jerzy Zbaraski był właścicielem
blisko 30')'" dymów, a Zbarascy, Zasławscy i Kalinowscy skupili w swoim ręku 56'!lo
wszystkich włości (po uwzględnieniu posiadanych przez Kalinowskich królewszczyzn
wskaźnik ten wzrasta do 59.2%l. Por. ibidem, s. 243.
4 Ibidem. s. 251.
Co Ibidem.
240 Artykuły recenzyjne i recenzje
istotnej, ale stosunkowo nielicznej mniejszości (mowa o posesjonatach)" (s. 68).
Z innych ustaleń Henryka Litwina warta odnotowania jest konstatacja, iż ,.wbrew utartym poglądom, rozdawnictwo królewszczyzn
epoki pounijnej w niewielkim tylko stopniu kształtowało strukturę
własności na kresach" (s. 70). Królewskie nadania wielkich "pustyń"
były zresztą nieliczne (lO przypadków w latach 1581-1630), a tylko
pięć spośród nich przyczyniło się do powstania wielkich latyfundiów
- Różyńskich, Żółkiewskich. Wiśniowieckich, Kalinowskich i Koniecpolskich. Niezmiernie istotna wydaje się przy tym uwaga. iż dla
wszystkich tych rodów z wyjątkiem Żółkiewskich (iich spadkobierców
- Daniłowiczów i Sobieskich) ziemie otrzymane od króla były tylko
częścią zdobytych innymi sposobami majątków ukrainnych (s. 71).
Równie ciekawe wydają się ustalenia Autora w odniesieniu do dość
licznej zbiorowości polskich dzierżawców i zastawników. Okazało
się bowiem, że kariery polskich rodów na kresach były najczęściej
krótkie. Tylko 20% z nich utrzymało swe zastawy lub dzierżawy
przez dwa pokolenia. Jeszcze mniej (ledwie ok. 5%) posiadało zaś
jednocześnie lub też później dobra dziedziczne w województwie
kijowskim. Zwraca jednak uwagę fakt, iż wśród urzędników kijowskich zdarzały się osoby, które nie posiadały dóbr dziedzicznych
na tym terenie, będąc jedynie dzierżawcami lub też zastawnikami
majątków należących do miejscowego ziemiaństwa. Prowadzi to do
wniosku, że w hierarchii prestiżu zamożni arendatorzy stali równie
wysoko jak właściciele dziedziczni (s. 77-78).
W rozdziale drugim pt. Udział szlachty polskiej w dzierżeniu
królewszczyzn ukrainnych Henryk Litwin przedstawia stan własności
królewskiej na Ukrainie (13 starostw, 20 dużych włości oraz 25 drobnych dzierżaw). Według jego ustaleń, starostwa płaciły w latach
trzydziestych i czterdziestych XVII w. od 250 do 1000 złp kwarty.
włości zaś od 50 do 150 złp. Na tej podstawie Autor doszedł do
wniosku, iż roczny prowent ze starostw kresowych wahał się od
l do 5 tys. złp, podczas gdy na ziemiach polskich i pruskich często
sięgał 20 tys. złp. (s. 84-85). W moim głębokim przekonaniu można
jednak przypuszczać. że dochodowość starostw ukrainnych była
w XVIIw. systematycznie zaniżana. Szkoda. że Autor nie zdecydował
się na uwzględnienie w przypadku królewszczyzn danych z rejestrów
poborowych z lat 1629 (dla Bracławszczyzny) i 1640 (dla Kijowszczyzny). Bardzo ważna dla odtworzenia stanu posiadania polskich
magnatów na kresach wydaje się bowiem np. informacja, iż w królewszczyznach trzymanych przez Adama Kalinowskiego (starostwa bracławskie i winnickie oraz kilka drobniejszych dzierżaw) znajdowały
Artykuły recenzyjne i recenzje 241
się w 1629 r. 2023 dymy chłopskie6
, a według danych rejestru
k~owskiego z 1640 r. Stanisław Lubomirski miał w starostwie
białocerkiewskim (formalnie scedowanym synowi Konstantemu) aż
3555 dymów chłopskich? Były to więc fortuny porównywalne z największymi dobrami prywatnymi w obu województwach.
Spośród ważniejszych ustaleń Autora w tej części pracy wspomnieć
trzeba o polityce nominacyjnej Zygmunta III, który po unii brzeskiej
zaczął obdarzać starostwami ukrainnymi przede wszystkim panów
polskich. Momentem przełomowym okazał się jednak dopiero rok
1620, kiedy to śmierć ostatniego z Ostrogskich - Janusza, kasztelana
krakowskiego, posesora pięciu starostw w województwie kijowskim
- wydała starostwa ukrainne na łup magnaterii polskiej, która w latach 1620-1648 zmonopolizowała praktycznie dostęp do nadań królewskich (s. 87). Warto też zauważyć, iż dzięki przywilejom na dobra
królewskie wydanym przez Zygmunta III, "urośli" na kresach m. in.
Kalinowscy. Kazanowscy i Daniłowiczowie. Podobnych możliwości
w zakresie kreowania nowych domów magnackich nie miał rzecz
jasna Władysław IV, gdyż w czasach jego panowania ogromna większość starostw ukrainnych przechodziła z rąk do rąk na mocy cesji
poprzedniego użytkownika. Nie sposób też przejść obojętnie wobec
obserwacji Autora, którzy wysuwa przypuszczenie, iż dominacja magnaterii polskiej w dzierżeniu starostw ukrainnych w przededniu powstania Chmielnickiego wynikała m. in. z faktu, że obrona kresów
spoczywała wówczas w znacznej mierze na barkach pocztów magnackich (s. 96). Henryk Litwin dostrzega także oczywisty fakt, że w tym
samym czasie, kiedy magnateria polska podejmuje ekspansję na
kresy, "panowie ruscy" opanowują znaczną liczbę dzierżaw na ziemiach Korony w granicach sprzed 1569 r. i sięgają po najwyższe
urzędy małopolskie (kasztelania krakowska, województwo sandomierskie). Wysnuty przez Autora wniosek, iż zjawiska te są potwierdzeniem faktu, że "możnowładztwo polskie zrastało się z ruskim". warto
uzupełnić o stwierdzenie. iż ekspansję ekonomiczną na ziemie polskie
(tak w zakresie królewszczyzn, jak i dóbr dziedzicznych) podejmują
przed 1648 r. tylko najpotężniejsi z kniaziów ruskich (Ostrogscy
- spadek po Tarnowskich, spadek po Kostkach i Odrowążach oraz
zakupy. Zbarascy - dobra zakupne Pilica, Łodygowice i Końskowola,
li Ibidem. s. 237.
7 Liczbę dymów w starostwie białocerkiewskim uzyskałem. odejmując od podanej
przez Krypjakewycza ogólnej liczby dymów należących do Stanisława Lubomirskiego,
liczbę dymów z jego dóbr dziedzicznych. Por. 1. P. Krypj akewycz. op. cit ..
s. 16-17: oraz Z. W ój c i k, Dzikie Fola w ogniu. O Kozaczyźnie w dawnej Rzeczypos~
polite). Warszawa 1961, s. 147.
242 Artykuły recenzyjne i recenzje
Wiśniowieccy - dobra spadkowe Załoźce, Kryłów i Czarny Ostrów,
Zasławscy - spadek po Ostrogskich, ale i przejęcie Lubartowa po
Firlejach, Koreccy - nieudana próba przejęcia dóbr uścieńskich w województwie ruskim, dobra po Hermolausie Ligęzie).
W odniesieniu do średnich i drobnych królewszczyzn ukrainnych Henryk Litwin dochodzi do wniosku, iż Wazowie konsekwentnie preferowali Polaków w zakresie nadań na włości kresowe.
Pomimo to, do 1620 r. utrzymywała się równowaga pomiędzy Polakami i Rusinami w dzierżeniu dóbr tej kategorii. Dopiero za
Władysława IV przybysze z głębi kraju zdobyli przytłaczającą przewagę nad szlachtą ruską. Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż
królowie nadawali zwykle włości ukrainne zasłużonym żołnierzom
i urzędnikom aparatu państwowego, ale wielu spośród donatariuszy nie było w stanie utrzymać tych dóbr w swoich rękach i ostatecznie najbardziej lukratywne posiadłości przeszły w ręce magnatów, którzy włączyli je do trzymanych przez siebie starostw
kresowych (s. 110). Drobne dzierżawy kresowe przez długie lata
stanowiły domenę rodów ruskich. Dopiero po 1620 r. nastąpił
wyraźny wzrost nadań dla Polaków na dobra tej kategorii (s. 116).
Odbiorcami królewskich przywilejów byli początkowo głównie zasłużeni żołnierze, ale z biegiem czasu coraz liczniej pojawiają się
w tej grupie klienci magnaccy. Wart odnotowania jest również fakt,
że spośród magnaterii kresowej jedynie Kalinowscy gromadzili konsekwentnie nadania na drobne królewszczyzny ukrainne (s. 117).
Podsumowując swoje uwagi na temat udziału szlachty polskiej
w dzierżeniu królewszczyzn ukrainnych, Henryk Litwin stwierdza.
iż znaczna część dzierżawców królewszczyzn w ogóle nie przebywała
na Ukrainie. Dotyczyło to przede wszystkim magnatów, ale podobnie musiało być ze średnią szlachtą, gdyż Autor nie odnotował
aktywności politycznej dzierżawców na sejmikach kijowskim i bracławskim (s. 122). Aprobując w pełni ten punkt widzenia, dodajmy
jedynie, że w służbie dzierżawców królewszczyzn na Ukrainie pozostawała trudna do oszacowania, ale ogromna przecież rzesza oficjalistów i administratorów, którzy w znacznej części pochodzili
z ziem Korony w granicach sprzed 1569 r.
W rozdziale trzecim Henryk Litwin przedstawia Udział szlachty
polskiej w dzierżeniu urzędów na Bracławszczyźnie i Kyowszczyźnie.
Swój wykład w tej partii rozpoczyna od przedstawienia dziejów
urzędów ukrainnych. Już na wstępie popełnia jednak kilka istotnych
błędów. O ile bowiem wojewoda kijowski był rzeczywiście najwyższym
rangą senatorem ziem ruskich i zajmował 14 miejsce pośród senatorów świeckich (wart podkreślenia wydaje się też fakt, iż w epoce
Artykuły recenzyjne i recenzje 243
pounijnej była to naj wyższa godność senatorska dostępna dla
wyznawców prawosławia), to już informacje o pozostałych senatorach
województw ukrainnych wymagają dość istotnych korekt. Wojewoda
bracławski nie zajmował wśród wojewodów trzeciego miejsca od
końca (s. 123), gdyż wyprzedzał wojewodów pomorskiego, mińskiego,
wendeńskiego, derpskiego, parnawskiego, a od 1635 r. także czernihowskiego. Nie jest też zgodna z prawdą informacja, że "odpowiednio te same miejsca zajmowali w hierarchii kasztelanów
większych "panowie" kijowski i bracławski" (s. 123). Kasztelan
bracławski wyprzedzał bowiem kasztelanów większych z tych samych
województw, które stały w hierarchii niżej od bracławskiego, a kasztelan kijowski zajmował nie 14, lecz la miejsce wśród kasztelanów
większych. Wynika to z faktu. iż kasztelan krakowski był najwyższym
rangą senatorem świeckim i zajmował pierwsze miejsce w senacie
(przed wszystkimi wojewodami), a wśród wojewodów zasiadali też
kasztelan wileński (na miejscu 6) i trocki (na miejscu 10). "Pana"
kijowskiego wyprzedzali więc jedynie kasztelanowie: poznański.
sandomierski, kaliski, wojnicki, gnieźnieński, sieradzki, łęczycki,
żmudzki i brzeski-kujawski.
Pomijając tę "drobną wpadkę", przyznać trzeba, iż ustalenia
merytoryczne Autora w tej części pracy wydają się równie ciekawe
jak w dwóch pierwszych rozdziałach. Okazało się bowiem. że w całym
badanym okresie Polacy otrzymali 30,8% nominacji na urzędy
senatorskie (s. 131), 44,5% nominacji na starostwa grodowe (s. 134)
i zaledwie nieco ponad 20% nominacji na urzędy ziemskie kijowskie
i bracławskie (s. 147). W tym samym czasie, a więc w latach
1569-1648 Polakom przypadło nie całe 20% nominacji na urzędy
grodzkie (s. 153). Bardzo ważna wydaje się w tej sytuacji konstatacja
Autora. iż drobna szlachta polska napływała na kresy znacznie
liczniej niż średnia. Jej to właśnie przedstawiciele obejmowali urzędy
grodzkie niesądownicze (w Żytomierzu i Owruczu), wypierając z nich
miejscową szlachtę ruską (s. 154). Warto też podkreślić fakt. iż
Henryk Litwin dochodzi do wniosku. że starostowie pochodzenia
polskiego oraz spolonizowani Rusini chętniej obdarzali urzędami
grodzkimi swoich drobnoszlacheckich klientów z Korony (w granicach
sprzed 1569 r.). podczas gdy starostowie ruscy wyznania prawosławnego preferowali raczej Rusinów. W tej sytuacji musimy się
zgodzić z innym stwierdzeniem Autora, iż polonizacja kulturalna
magnaterii ruskiej umożliwiła i ułatwiła napływ "panów polskich"
na kresy. Oba te żywioły utworzyły następnie jednolitą pod względem
statusu wyznaniowego i kulturowego grupę. wywierającą przemożny
wpływ na życie Ukrainy (s. 158). Również wśród szlachty średnic:j
244 Artykuły recenzyjne i recenzje
katolicyzacja Rusinów przebiegała nieco szybciej niż napływ szlachty
polskiej. Dyzunici stanowili jednak większość w łonie kresowej
szlachty średniej aż do końca badanego okresu (s. 159). Zasadne
wydaje się też przytoczenie końcowych wniosków Autora: "W przeddzień powstania Chmielnickiego Ukraina była zdominowana przez
polskich i ruskich [dodajmy - spolonizowanych - przyp. Z. Al
magnatów i wypełniona tłumem ich dzierżawców. Tylko centralna
i północna połać prawobrzeżnej Ukrainy pozostawała ostoją szlachty
średniej, podobnie jak centralna i zachodnia Bracławszczyzna.
Żywioł polski był obecny na kresach ekonomicznie - dzięki magnaterii, politycznie - dzięki nielicznej , ale aktywnej szlachcie posesjonackiej, w znacznej mierze dysydenckiej, wreszcie fizycznie - przede
wszystkim dzięki rzeszy dzierżawców" (s. 162).
Niezmiernie cenną częścią recenzowanej pracy są towarzyszące
jej załączniki. W pierwszym z nich Henryk Litwin zamieszcza spis
polskich majątków dziedzicznych na Ukrainie w latach 1569-1648.
W drugim odnajdujemy listę dzierżawców królewszczyzn ukrainnych
w latach 1569-1648. Wreszcie załącznik trzeci obejmuje spisy
urzędników kijowskich i bracławskich z lat 1569-1648. O ich
znaczeniu dla wszelkich badań nad dziejami Kijowszczyzny i Bracławszczyzny w okresie od unii lubelskiej do wybuchu powstania
Chmielnickiego nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Warto też
z całą mocą podkreślić fakt, że Autor recenzowanej książki oparł
swoje badania na bardzo solidnej bazie źródłowej. Wykorzystał
także obszerną literaturę przedmiotu. Jego wywody są przejrzyste,
sporządzone przez niego tabele statystyczne (w sumie jest ich 67)
klarowne, a wyciągane przez niego wnioski są logiczne i przekonywające. W kwestiach ogólnych zgadzam się więc z jego poglądami
i aprobuję je bez większych zastrzeżeń.
Uważna lektura tej (wcale niełatwej w odbiorze) pracy nasunęła
mi jednak kilka uwag w kwestiach szczegółowych. Zacznijmy od
drobnych błędów literowych. Należące do książąt Ostrogskich,
a później Zasławskich miasteczko Fiatek (s. 30) to w rzeczywistości
Piatki vel Piątek. Należące do Ostrogskich, a następnie Lubomirskich
miasta Lubartów i Baryszpol (s. 30) w rzeczywistości należałoby
nazwać raczej Lubarem (część tej włości leżała zresztą na Wołyniu)
i Baraszami. W 1610 r. Ostrogscy (synowie Aleksandra) byli właścicielami włości noryńsko-łuhińskiej, a nie noryńsko-łubieńskiej
(s. 52). Włość biełhorodzką (s. 53) Ostrogskich, a później Koreckich
nazwałbym raczej biłhorodzką, gdyż jej stolicą było miasteczko
Biłhorod (Biłhorodka) vel Białogródka. Wymieniony w spisie urzędników (s. 207) horodniczy kijowski Stanisław Wogura, to w rzeczywis-
Artykuły recenzyjne i recenzje 245
tości Stanisław Wigura, który nie wiadomo dlaczego w indeksie
występuje raz pod błędnym, a raz pod prawdziwym nazwiskiem. Tę
samą uwagę odnieść można do stolnika bracławskiego Iwana Kleszczowskiego, który zarówno do spisu urzędników (s. 208), jak i do
indeksu trafił pod nazwiskiem Kleszczyński. Do rzędu podobnych
pomyłek zaliczyć też trzeba opuszczenie tytułu kniaziowskiego przy
nazwisku kasztelana bracławskiego Andrzeja Kapusty (s. 204). Warto
też zwrócić uwagę na fakt, że starszy z żyjących w roku 1610
synów Aleksandra Ostrogskiego nosił imiona Adama Konstantego,
co w łatwy sposób pozwala odróżnić go od jego dziadka - Konstantego
Wasyla. Nie wydaje mi się także, aby jedynie uprawnioną formą
nazwiska kniaziów z Rużyna (Rożyna) była forma Rużyński. Równie
poprawna wydaje się wersja Rożyński, albo nawet Różyński. Nie
przekonuje mnie argument, że sami kniaziowie pisali się z Rużyna
(zwłaszcza jeśli podpisywali się cyrylicą). Przedstawiciele znanego
rodu magnackiego z Wielkopolski w XVIIw. także pisali się przecież
z Bnina Opaleńskirni, ale dziś nikomu nie przychodzi do głowy
nazywać ich inaczej jak tylko Opalińskimi.
W kilku prqpadkach informacje podawane przez Autora pozostają
ze sobą w wyrażnej sprzeczności logicznej. Na s. 53 napotykamy
błędną informację, iż w roku 1648 Jan Zamoyski był właścicielem
dóbr po Rużyńskich, które ustąpiła mu ZOfiaz Korabczewa. W spisie
polskich majątków dziedzicznych na Ukrainie (s. 179) możemy już
jednak przeczytać, że dobra te nabył od Rużyńskich ojciec Jana
_ Tomasz Zamoyski w roku 1634. Prawda zaś była taka, iż rozległe
latyfundium Różyńskich sprzedała Tomaszowi Zamoyskiemu wdowa
po kniaziu Janie Romanie - ZOfiaz Korabczewskich. Jeszcze bardziej
bałamutne informacje podaje Henryk Litwin w odniesieniu do dóbr
Dymir. Na s. 84 pisze, iż Dymir przeszedł drogą dziedziczenia od
Ostrogskich do Chodkiewiczów, a potem do Koreckich. Na s. 102
podaje z kolei, że Anna Alojza Ostrogska sprzedała Dymir Annie
Chodkiewiczównie, która wniosła te dobra swojemu mężowi - Joachimowi Koreckiemu (wypada w tym miejscu jedynie zaznaczyć, że
Anna Chodkiewiczówna została żoną księcia Joachima Koreckiego
przynajmniej kilkanaście lat wcześniej, niż urodziła się Anna Alojza
Ostrogska). Na s. 192 możemy wreszcie przeczytać, iż Anna Alojza
Ostrogska ustąpiła Dymir Karolowi Koreckiemu w 1635 r. Oczywiście
najbliższa prawdy jest informacja ostatnia. W rzeczywistości jednak
Anna Alojza z Ostrogskich Chodkiewiczowa odprzedała Dymir (wraz
z Biłhorodką) Koreckim pomiędzy rokiem 1621, kiedy to weszła
w jego posiadanie, a rokiem 1626, kiedy Biłhorodlka znajdowała
się już we władaniu kniaziów na Korcu. By zamknąć definitywnie
246 Artykuły recenzyjne i recenzje
sprawę Dymira powiedzmy wreszcie, że ostatecznie Dymir powrócił
do domeny królewskiej dzięki energicznym zabiegom Jana Bąka-
-Lanckorońskiego. który odebrał te dobra Koreckim. Wspomniany
tenutariusz dóbr dymirskich pochodził z rodziny Bąków herbu
Zadora. która dopiero w XVII w. zaczęła używać nazwiska Bąk-
-Lanckoroński. Nie bardzo więc wiadomo. dlaczego w tekście występuje on konsekwentnie pod nazwiskiem Lanckoroński. a w indeksie jako Lanckoroński-Bąk. Ciekawostką jest w tym wypadku
fakt, że na listę dzierżawców Dymira (s. 192) trafił on jako ... Stanisław Bąk-Lanckoroński! Na s. 90 Henryk Litwin podaje z kolei.
iż Stanisław Lubomirski scedował starostwo białocerkiewskie synowi
Konstantemu w 1631 r. (co jest zgodne ze stanem faktycznym) po
to tylko. by na s. 93 tę samą cesję datować błędnie na rok 1634.
Podobnie jest z datą śmierci Andrzeja Drohojowskiego. który jako
właściciel Borodzianki zmarł w roku 1642 (s. 173), ale jako dzierżawca Demidowa żył do roku 1645 (s. 192).
Rozproszone w tekście i załącznikach informacje o rodzinie
Charlęskich są tak niepełne i bałamutne. że sprawa ta wymaga
kilku dodatkowych wyjaśnień. Najpierw jednak przedstawię ustalenia
Autora odnośnie kilku przedstawicieli tego rodu. Na s. 54 pisze on.
iż żoną Szczęsnego Charlęskiego została ostatnia przedstawicielka
swojego rodu - Fenna z Druckich-Lubeckich. Wspominany wielokrotnie Szczęsny. podkomorzy kijowski (zm. w roku 1600), do
spisu urzędników ziemskich (s. 205) trafił już jednak jako Feliks
Charlęski zmarły w 1602 r. Henryk Litwin nie zna też nazwiska
rodowego wdowy po Mikołaju Charlęskim (s. 171), a wdowę po
Jerzym Charlęskim identyfikuje jako Katarzynę ze Zbaraskich
(s. 172). Na s. 178 znajdujemy wreszcie informację. iż Halszka ze
Stużyńskich kniahini Kurcewiczowa sprzedała swoje dobra dziedziczne Charlęskim. By całą rzecz wyjaśnić, należy odtworzyć genealogię
kijowskiej gałęzi rodu Charlęskich. Otóż Szczęsny Charlęski poślubił
10v. w roku 1568 wdowę po Melchiorze Nasiłowskim. Fennę księżniczkę Drucką-Lubecką, córkę kniazia Dymitra Romanowicza, używającego również nazwiska Widenicki i Fenny Semenowny Połozówny
(o tym. że żona Szczęsnego nie była ostatnią reprezentantką swojego
rodu. lecz jedynie spadkobierczynią jednej z jego gałęzi. nie trzeba
chyba nikogo przekonywać). Po śmierci pierwszej żony w 1573 r.
Charlęski ożenił się ponownie z Katarzyną księżniczką Zbaraską.
Z pierwszego małżeństwa miał synów Stanisława i Mikołaja. a z drugiego związku pochodził syn Jerzy. Mikołaj (zm. 1618) poślubił
w 1598 r. Halszkę ze Stużyńskich, wdowę po kniaziu Mikołaju
Różyńskim i kniaziu Dymitrze Bułyże-Kurcewiczu. Stanisław Char-
Artykuły recenzyjne i recenzje 247
lęski (zm. 1624) ożenił się po raz pierwszy z Heleną z TyszówBykowskich, a po raz drugi z Barbarą Chodkiewiczówną. Z pierwszego małżeństwa miał syna Szczęsnego zm. w 1646 r. Z kolei
Jerzy Charlęski (zm. 1617) poślubił Annę z Mikulińskich i miał
z nią syna Samuela zm. w 1644 r. Tak więc kijowska gałąź Charlęskich wygasła w linii męskiej w roku 1646 i nie mogła posiadać
już żadnych dóbr nad Dnieprem w roku 1648 (por. błędne ustalenia
H. Litwina na s. 172).
Trochę pogmatwane są również informacje Autora na temat
rodu Kalinowskich. Na s. 115 pisze on bowiem, iż w sporze o dobra
Sałasze niezamężna córka Jerzego Strusia - Halszka, została usunięta
siłą z tej majętności przez Walentego Kalinowskiego, który następnie,
w 1619 r. przekazał tę wieś wraz z Chyżyńcami i Czajczyńcami
synowi Jerzemu. Warto jednak pamiętać o tym, że tenże Jerzy
Kalinowski był jednym z trzech synów Walentego i ... wspomnianej
wyżej Halszki ze Strusiów. Na s. 63 pojawia się z kolei informacja,
iż dobra Marcina Kalinowskiego w województwie bracławskim zostały
przed rokiem 1648 przejęte przez Zamoyskich, zasiliły wielkie
latyfundia i nie są już w związku z tym odnotowywane w zestawieniu
majątków szlachty zamożnej. Zabrakło tu najwyraźniej informacji,
że sam Marcin Kalinowski, przejmując dobra po bracie Adamie
i matce Halszce ze Strusiów awansował tymczasem do grupy latyfundystów, stając się największym (po podziale latyfundium Zbaraskich)
właścicielem ziemskim w województwie. Sądzić też wypada, że tylko
przeoczenie sprawiło, że trzeci na liście największych właścicieli
ziemskich Bracławszczyzny Adam Kalinowski został zakwalifikowany
w roku 1630 do II zamiast do I grupy majątkowej (s. 182).
Pewnego uzupełnienia wymagają informacje o mieczniku bracławskim Janie Dobrocieskim. Posiadane przez niego w 1629 r. majątki to
dawne dobra rodu Żytyńskich. W 1616 r. ich właścicielem był Iwan
Żytyński (na tej podstawie błędnie obdarowałem go niegdyś miecznikostwem bracławskim)8. Można więc przypuszczać, że Rusinka Marusza, z którą ożenił się Dobrocieski (s. 46), była spadkobierczynią
Iwana Żytyńskiego. Warto też zwrócić uwagę na fakt. że skoro Jan
Dobrocieski zmarł w 1631 r., to nie mógł pisać do Tomasza Zamoyskiego 5 kwietnia 1635 r. (s. 144). Wymieniona na s. 180 Krystyna
Zborowska, właścicielka Iwnicy w latach 1639-1643, była już wówczas żoną Jana Tarły i raczej jako Tarłowa powinna trafić do spisu
8 Z. An u s i k. op. cit.. s. 244. Iwan Żytyński był właścicielem Witawy, Szerszniewa,
Sutyski i Borskowa. Por. Źródła dziejowe, wyd. A. Jabłonowski, t. XXI, Warszawa
1894. s. 579. 581.
248 Artykuły recenzyjne i recenzje
właścicieli ziemskich województwa kijowskiego. Ta sama uwaga
dotyczy Wiśniowieckich z młodszej linii kijowskiej (s. 37).
W 1640 r. jedyną reprezentantką tej gałęzi rodu była bowiem
Krystyna 10 v. Mikołajowa Jeło Malińska 2° v. Piotrowa Daniłowiczowa, którą należało wymienić raczej pod nazwiskiem jej drugiego
męża niż własnym (notabene w indeksie występuje ona jako Wiśniowiecka Krystyna 10 Jeło-Malińska no Mikołajowa!). Wymienieni
w spisach właścicieli ziemskich Bracławszczyzny Faszczowie pochodzili z linii rodu, która w XVII w. zmieniła nazwisko na Faszczewscy. Pod nazwiskiem Faszezewski występuje zresztą Stanisław,
wspomniany w rejestrze podymnego z 1629 r. Warte odnotowania
wydaje się również to, iż dość nietypowa kariera prawosławnego
Rusina z województwa ruskiego - Aleksandra Bałabana (starosty
winnickiego i właściciela dość znacznych dóbr dziedzicznych
w Bracławskiem) wynikała z prozaicznego faktu, że był on siostrzeńcem hetmana Żółkiewskiego. Korekty wymaga data śmierci
Jana Mikołaja Daniłowicza, który zmarł nie w roku 1643 Uak na
s. 190), ale w roku 1649. Przy nazwisku wojewody bracławskiego
Stanisława Rewery Potockiego zabrakło informacji, że w październiku 1636 r. awansował on na urząd wojewody podolskiego
(s. 203). Dość zaskakująco wygląda także informacja, iż książę
Janusz Zbaraski był wyznania prawosławnego, a dopiero na pięć
lat przed śmiercią (w roku 1603) został unitą (s. 203). Kłóci się to
wyraźnie z ustaleniami Wandy Dobrowolskiej, która dość przekonywająco udowodniła, że Zbaraski przeszedł na katolicyzm już
w latach siedemdziesiątych XVI w. Uego starszy syn - Jerzy, urodzony w 1574 r. został, wedle własnego świadectwa. ochrzczony
w wierze rzymsko-katolickiej)9.
Pewne wątpliwości budzi stwierdzenie, że Potoccy urośli na
Bracławszczyźnie do poziomu magnackiego (s. 133). Jeśli bowiem
Stanisław Rewera Potocki posiadał w województwie bracławskim
999 dymów chłopskich, to co powiedzieć o Stefanie Chmieleckim,
właścicielu 1006 dymów, którego przecież nigdy nie uważano za
przedstawiciela kresowej magnaterii. Wydaje się zatem, że to raczej
nabytki na Rusi Czerwonej (Buczacz, Podhajce) oraz eksploatacja
bogatych królewszczyzn przesądziły o awansie Potockich do grona
czołowych rodów magnackich Korony lO. Nieporozumieniem jest
pominięcie nazwiska księcia Jaremy Wiśniowieckiego w spisie staro-
'J w. D o b r o wo l s k a, Młodość Jerzego i Krzysztofa Zbaraskich (Z wstępem
o rodzie Zbaraskich i życiorysem Janusza Zbaraskiego wojewody bracławslciegoJ,
Przemyśl 1927. s. 39, 86.
\0 Z. Anusik. op. cit.. s.242.
Artykuły recenzyjne i recenzje 249
stów kaniowskich (s. 190). Prawda, że butny kniaź bezprawnie
usunął z Kaniowa Michała Laszcza, ale zrobił to na tyle skutecznie,
że dokonany przez niego zabór został zaakceptowany przez kancelarię
królewską, z której wychodziły dokumenty tytułujące go starostą
kaniowskim. Jest też faktem niezaprzeczalnym, że Wiśniowiecki
władał Kaniowem aż do wybuchu powstania Chmielnickiego. Ewidentnym lapsusem jest już natomiast utożsamienie wymienionego na
s. 72 księcia Zasławskiego, który otrzymał kaduk po Bohdanie
Słupicy z księciem Władysławem Dominikiem Zasławskim. Rzecz
cała działa się bowiem w roku 1552 i dotyczyła kniazia Kuźmy
Zasławskiego.
W spisie włości ukrainnych brak Kahorlika, osadzonego przez
Ostrogskich w latach dziewięćdziesiątych XVIw. Książę Janusz Ostrogski uważał włość kahorlicką za alodium, ale po jego śmierci lustratorzy uznali te dobra za królewszczyznę. Pozostała jednak w rękach
spadkobierców Ostrogskiego - Zasławskich. W 1644 r. dzierżawcą
Kahorlika był książę Władysław Dominik, a włością zarządzał Samuel
Grzymalski II. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że Henryk Litwin
zaniża nieco liczbę osad wchodzących w skład poszczególnych włości.
Dotyczy to np. włości baryszpolskiej (boryspolskiej) Żółkiewskich,
Daniłowiczów i Sobieskich. Na s. 173 zalicza do niej 3 miasta oraz
6 wsi. Na s. 177 podnosi liczbę osad do 3 miast i 7 wsi. Natomiast
według ustaleń ZofiiTrawickiej włość boryspolska należąca do Jakuba Sobieskiego liczyła 3 miasta i ponad 19 WSiI2
• Podobnie jest
w przypadku Przyłuki Warszyckich. H. Litwin zalicza do niej 4 miasta
i 9 wsi (s. 187), podczas gdy jeszcze w czasie, gdy władali tymi
dobrami Zbarascy, włość przyłucka obejmowała przynajmniej 5 miast
i 25 wsil3
. We włości noryńsko-łuhińskiej Lubomirskich Autor odnotował jedynie miasta Noryńsk i Luhin (s. 176), podczas gdy akt
podziałowy dóbr Ostrogskich z 1621 r. wspomina o 2 miastach
I I Słownik geograflCzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. t. III,
Warszawa 1882. s. 667.
12 Z. Trawicka. Sprawy gospodarcze Jakuba Sobieskiego. "Kieleckie Studia
HistOlyczne". Kielce 1977. s.28.
J3 H. Litwin wymienia w składzie włości przyłuckiej miasta Przyłuka. Samhotrodek
lub Krasny Staw. Turbów i Wachnowka oraz wsie Buchnowce. Hubin. KotuŻYńce.
Łosowce. Mączyńce. Nowy Zbaraż. Staniłowka. Szarewka, Żydowce (s. 187). Według
moich ustaleń (na podstawie rozproszonych wzmianek w Źródłach dziejowych)
w skład włości przyłuckiej wchodziły jeszcze następujące miejscowości: Hladyny,
Jarmuszówka. Kołuszowa. Kuprian. Kurawa, Łosijówka. Łowowiec. Łysy Narocz vel
Świeżna. Nowogrobla, Petaszówka. Pisarówka. Rybczanka, Skibińce, Wachna. Wachnowce. Wojtowce. i Wyszkowce (według posiadanych przeze mnie informacji również
Nowy Zbaraż był miasteczkiem).
250 Artykuły recenzyjne i recenzje
i 13 wsiach14
. Podobnych przykładów można by prawdopodobnie
podać znacznie więcej. Warto też dodać. że włości kraśniańska i raszkowska w Bracławskiem (s. 188) należały do Katarzyny z Ostrogskich.
a jej mąż - Tomasz Zamoyski, nie odziedziczył ich po rodzinie żony,
lecz administrował nimi w jej imieniu (Tomasz zmarł w 1638 r.
podczas gdy Katarzyna dożyła roku 1642).
Osobnego omówienia wymagałby indeks osobowy. Popełniono tu
bowiem stanowczo zbyt dużo błędów. Najczęstszym spośród nich
jest odnotowywanie tych samych rodzin i osób pod dwoma różnymi
nazwiskami. Dotyczy to np. Bajbuzów vel Bajbuzów-Hrybunowiczów.
Gołyńskich vel Hołyńskich, oraz Ohyjów-Tyszkiewiczów, którzy
występują tu raz jako Ohijowie, a raz jako Tyszkiewiczowie-Ohijowie.
Nazwisko znanej rodziny Kaszowskich zapisano w formie Kaszkowscy!
Halszka (Elżbieta) ze Strusiów Kalinowska występuje w indeksie raz
jako Kalinowska Elżbieta (Halszka), a innym razem jako Strusiówna
Halszka (Helena)! Na dwie różne osoby rozbito tak znane postaci
historyczne jak Konstanty Wasyl Ostrogski (występuje jako Konstanty
oraz jako Konstanty Wasyl), czy Władysław Dominik Zasławski
(w indeksie jest Władysławem Dominikiem oraz Dominikiem). Podobnego losu nie uniknął też sędzia ziemski bracławski Olbrycht
(Wojciech) Kochanowski. Autorom indeksu nie udało się także
poprawnie odróżnić Stanisława Rewery Potockiego od jego mniej
znanego kuzyna - Stanisława. Potomek znanego rodu z Wołoszczyzny,
sławny metropolita kijowski trafił do indeksu jako Piotr Mohiła, ale
już jego siostry stryjeczne występują tam jako Potocka Maria z Mohyłów i Przerębska Anna z Mohyłów. Wreszcie Iwan Deszkowski
został nie wiadomo dlaczego Bohuszem-Deszkowskim, a Hrehory
Słupica zwany Żdanem został odnotowany jako Żdan Słupicza
(H. Litwin używa konsekwentnie takiej właśnie formy tego nazwiska)
Hrehory! Podobne przykłady można wprost mnożyć.
Pomimo wyrażonych w pierwszej części recenzji kilku zastrzeżeń
natury ogólnej, jak i również uwag krytycznych w odniesieniu do
niektórych kwestii szczegółowych uważam, że książka Henryka
Litwina jest pracą pożyteczną. ważną. potrzebną i zasługującą na
wysoką ocenę. Z pewnością powinni z niej korzystać wszyscy historycy, którzy zechcą podjąć trud badań nad dziejami ziem ukrainnych w epoce pounijnej. Tym bardziej więc szkoda. że poziom
redakcji tekstu tej wartościowej pracy tak znacznie odstaje od jej
naprawdę dużych walorów poznawczych.
Komentarze
Prześlij komentarz