Kto w przedwojennej Polsce podziwiał Hitlera?
Kto w przedwojennej Polsce podziwiał Hitlera?
Kategoria:
DWUDZIESTOLECIE MIĘDZYWOJENNE
Data publikacji: 18.04.2018
Autor: Wojciech Lada
Przy tekście pracowali także: Anna Dziadzio (redaktor) Anna Dziadzio (fotoedytor)
facebook twitter
Polacy Adolfa Hitlera lubili, choć była to sympatia przewrotna i nieco kapryśna. Trochę też wstydliwa. Co prawda, czasem śmiano się z Kanclerza. Wzbudzał on dreszcz niepokoju, a jednocześnie... fascynował i inspirował. Kogo oraz czym?
Miłość zaczyna się od głowy i istotnie, jedyna, niekwestionowana głowa Polski międzywojennej – Józef Piłsudski – był Adolfem Hitlerem wyraźnie zaintrygowany. Jako niezły strateg i autor polskiej polityki zagranicznej, nie mógł sobie jednak pozwolić na zachwyt bezkrytyczny. Miał świadomość, że militaryzacja Niemiec, jawnie agresywny charakter grup nazistowskich, czy wodzowskie skłonności samego Kanclerza prowadzą w prosty sposób do wojny.
Marszałek doskonale wiedział też o antypolskich nastrojach panujących w niemieckim społeczeństwie, zgrabnie podsycanych przedłużającą się wojną celną między oboma krajami, a także – wyjątkowo drażniącym obie strony – konfliktem o Gdańsk. Zresztą wzajemna niechęć między Polakami a Niemcami nie była tajemnicą dla nikogo – otwarcie mówili o niej dyplomaci obu państw, podczas mniej lub bardziej oficjalnych spotkań. Błąd Piłsudskiego polegał na tym, że winę za to zrzucał w całości na starą, pruską arystokrację – w Hitlerze zaś widział kogoś, kto będzie w stanie wymyślić Niemcy od nowa, już bez tych dawnych, antypolskich uprzedzeń.
Znał dzieje tych negatywnych stosunków i wiedział, że nie są one bynajmniej zakorzenione aż tak głęboko. Zaledwie sto lat wcześniej, powstańców udających się na emigrację, nieco później nazwaną Wielką, właśnie w krajach germańskich witały transparenty z napisami: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki Niemcy żyją”. Być może Piłsudski liczył więc na to, że odmłodzone niemieckie społeczeństwo, pozbawione pruskiego drylu, przywróci tamtą atmosferę.
Bardzo charakterystyczny przypadek zanotował w swoich wspomnieniach minister Jan Szembek. Otóż wezwany któregoś razu do Belwederu, zastał marszałka całkowicie pochłoniętego i wyraźnie poruszonego jedną z nazistowskich odezw Hitlera. Według Szembeka, Piłsudski z entuzjazmem kilkakrotnie uderzył dokumentem w biurko i oznajmił z niedowierzaniem, że „pierwszy taki głos z ust niemieckich słyszymy”. Był zachwycony podobno wszystkim – rzecz jasna również radykalnym antybolszewizmem, pod względem którego, obaj politycy byli całkowicie zgodni.
Chociaż wzajemne interesy Piłsudskiego i Hitlera znacznie się różniły, w kwestii antybolszewizmu byli całkowicie zgodni. Fragment polskojęzycznego nazistowskiego plakatu.fot.domena publiczna
Chociaż wzajemne interesy Piłsudskiego i Hitlera znacznie się różniły, w kwestii antybolszewizmu byli całkowicie zgodni. Fragment polskojęzycznego nazistowskiego plakatu.
Sympatyczna dyktatura
Piłsudski nie był osobą prywatną i jego zauroczenie Führerem – w pełni zresztą odwzajemniane – nie kończyło się bynajmniej na osobistych emocjach. W ślad za nim szła sympatia, w pełni wszak kontrolowanych i bez skrępowania cenzurowanych, mediów, dalej zaś – ich czytelników. Właśnie na przykładzie medialnych ocen Hitlera w polskiej prasie lat 30. XX wieku najlepiej widać, do jakiego stopnia były one zależne, czy wręcz sterowane przez obóz rządzący.
Dopóki Hitlera uznawano tylko za politycznego awanturnika bez poważniejszego znaczenia – media, niezależnie od opcji politycznej, były wobec niego jednoznacznie krytyczne. Związana z obozem sanacyjnym „Gazeta Polska” widziała w nim np. „zwykłego polityka, udającego proroka”, który zazwyczaj bywa „kiepskim prorokiem i kiepskim politykiem”. Żydowski „Nasz przegląd” pisał:
Ręka podniesiona do góry. Ochrypły głos i … przykro referować. Słowa bez polotu, myśl dziwnie przeciętna. Mniej efektywne zwroty w duchu Goebbelsa.
Z kolei dziennikarze „ABC” znajdowali analogię między nim a Charlie Chaplinem, tyle że zamiast charakterystycznej laseczki, z grubą pałą w ręku.
Sytuacja zmieniała się jednak z tygodnia na tydzień – im bliżej władzy znajdował się Hitler, i im poważniejszym w związku z tym stawał się dla Polski partnerem, tym bardziej niechęć ustępowała miejsca podziwowi. Pod koniec stycznia 1933 roku – kiedy objął on urząd kanclerski – narodowcy z dziennika „ABC” zaczęli nagle dostrzegać w nim wodza, który potrafi „zapalić i porwać masy”. Komentowali:
Wymowa jego jest tak czysta i wyraźna, że słychać każde słowo w najdalszym zakątku sali. Gestem ręki podkreśla wyrazy, zdania, rzuca je przed siebie, jak ręczne granaty. I słowa jego zapalają tłum, bo Hitler umie oddziaływać na psyche tłum
Komentarze
Prześlij komentarz