najazd tatarów na Marchię Wschodnią

i towarzyszących jej zarazach mieszkańców starych i nowych obszarów Brandenburgii-Prus były zgoła niewystarczające. Miasta i wsie upadały, wielkie połacie ziemi leżały odłogiem, wszędzie brakowało kapitału, inicjatywy oraz odpowiednich instruktorów do szkolenia młodej kadry we wszystkich dziedzinach. Szczególnie smutny obraz przedstawiało Księstwo Pruskie. Kraj ten został spustoszony podczas wojny szwedzko-polskiej, która trwała do 1660 r. Najgorzej zaś poczynali sobie Tatarzy, których Polacy zawezwali na pomoc. Wtargnęli oni do południowej części Prus Wschodnich jesienią 1656 r., w sile 50 000 jeźdźców. Obrócili w popioły i zgliszcza 13 miast, 249 wsi i miasteczek, pojedynczych zagród i majątków; 23 000 ludzi zabito, a dalsze 34 000 uprowadzono. „Nie sposób opisać to nieszczęście. Tatarzy uprowadzali chrześcijan, mężczyzn sprzedawali, przykuwali do galer, kobiety i dziewczęta zatrzymywali w celu zwierzęcego nierządu... Brali w jasyr niezliczenie wiele żołnierzy, a także mieszczan, chłopów, duchownych, kościelnych, pachołków, dziewczyny, kobiety i dzieci z Prus. Ludzie ci nigdy już nie ujrzeli swoich bliskich, zostali uprowadzeni do strasznej, tatarskiej i tureckiej niewoli, a tam, nadzy i bosi, zostali pojmani i publicznie sprzedani jak bydło”. Postradało wówczas życie także wielu szlachciców, obywateli ziemskich, a ich żony i córki dostały się do niewoli tatarskiej. Te straszne wypadki trwały zaledwie dwa do trzech tygodni. Jednakże katastrofalne skutki napadów Tatarów (podobnie jak to było w okolicach Magdeburga po spaleniu miasta przez żołnierzy cesarskich) odczuwano wyraźnie jeszcze przez wiele dziesiątków lat. Wobec tej strasznej sytuacji, dla Fryderyka Wilhelma i jego państwa, którego byt został zagrożony z powodu braku ludzi, niemal darem niebios stało się to, że w owym czasie rozpoczęły się w innych, nieniemieckich krajach po części bardzo zawzięte prześladowania mniejszości religijnych. Pod naciskiem kościoła katolickiego, zwłaszcza walczących wszelkimi środkami z Reformacją jezuitów, rządy władców katolickich traktowały bardzo nietolerancyjnie wszystkich niekatolików. Działo się tak przede wszystkim we Francji i Hiszpanii oraz w krajach, którymi władali Habsburgowie wiedeńscy. Natomiast Fryderyk Wilhelm z Brandenburgii-Prus, który spędził część młodości w Holandii, a poza tym był kalwinem ożenionym z Holenderką, nie miał jakichś wielkich uprzedzeń ani natury religijnej, ani do cudzoziemców, dopóki nie przeszkadzali mu w interesach. Żywił nawet szczególną sympatię dla Holendrów, z których wielu już dawniej uciekło przed hiszpańskimi ciemiężcami, z Niderlandów do Brandenburgii. W dziele Maxa Beheim-Schwarzbacha Hohenzollernsche Colonisationen czytamy w związku z tym: „Gdy książę elektor przebywał w wieku młodzieńczym w Holandii, obserwował uważnie i chłonął zalety kultury, handlu i rzemiosła Republiki. Beznadziejna sytuacja Marchii wzywała mimo woli do porównania z bogatą, kwitnącą Holandią...” Tak więc elektor popierał przede wszystkim imigrację z Holandii. W związku z tym Beheim-Schwarzbach zauważa na innej stronie: „Naturalne było, że to właśnie... Holendrzy dokazali w Prusach rzeczy znaczących i nowych w dziedzinie kultury, w wyniku których ich kraj rozkwitał od dawna w uprawie ziemi, osuszaniu bagien i trzęsawisk oraz w gospodarce mlecznej. Holandia wyróżniała się pod tym względem, mieszkańcy Marchii zaś nie mieli doświadczenia i byli nowicjuszami w tych dziedzinach. Małżeństwo elektora z Luizą Orańską było głównym bodźcem do zakrojonej na szeroką skalę imigracji Holendrów, którzy zakładali gospodarstwa zwane »holenderniami«...” To właśnie holenderska małżonka elektora kazała po raz pierwszy posadzić w swoim ogrodzie - w miejscu, gdzie potem zbudowano pałac Monbijou - ziemniaki, które przedtem były w Brandenburgii zupełnie nieznane. W r. 1646,. jeszcze przed zakończeniem wojny trzydziestoletniej, nakłoniła małżonka, żeby ściągnął do kraju większą liczbę holenderskich i fryzyjskich kolonistów. Przybysze ci osiedlili się na północ od Berlina wzdłuż rzeki Haweli i nazwali tę krainę Nową Holandią; wioskę Bötzow, leżącą w centrum tej kolonii, nazwano na cześć księżny elektorki Oranienburgiem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

💥 KONCEPCYJNY ALGORYTM „∞ ERROR” (𝔼-Χ0)