Ekonomiczne konsekwencje wojny w Ukrainie
Ekonomiczne konsekwencje wojny w Ukrainie
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl
publikacja
2022-03-04 06:00
Ekonomiczne konsekwencje wojny w Ukrainie
Ekonomiczne konsekwencje wojny w Ukrainie
fot. MAKSIM LEVIN / / Reuters
Rosyjska napaść na Ukrainę zmienia nie tylko stosunki międzynarodowe w Europie, ale też będzie miała ogromne znaczenie dla światowej gospodarki. Zachodnie sankcje efektywnie odcinające Rosję od Europy mogą mieć zupełnie nieoczekiwane konsekwencje dla reszty świata.
24 lutego Rosja zbrojnie najechała Ukrainę. Oznaczało to początek pierwszej po 1945 roku regularnej wojny między dwoma europejskimi państwami. Stany Zjednoczone i kraje Unii Europejskiej stanęły po stronie zaatakowanej Ukrainy, wspierając naszych wschodnich sąsiadów ekonomicznie i dostarczając uzbrojenie. Po kilku dniach niezdecydowania na Rosję nałożono poważne sankcje gospodarcze.
Przeczytaj także
Rezerwy zamrożone, SWIFT wyłączony
Najistotniejsze są ograniczenia dotyczące sektora finansowego. Główne rosyjskie banki zostaną odłączone od systemu SWIFT (ale nie wszystkie, nie całkowicie i nie od razu), co znacząco utrudnia (ale nie uniemożliwia!) im przeprowadzanie zagranicznych operacji bankowych. Czym jest SWIFT i w jaki sposób rosyjskie banki mogą sobie poradzić z izolacją, opisał mój redakcyjny kolega Michał Kisiel. Ponadto kraje Zachodu zabroniły bankom finansowania rosyjskiego rządu oraz zakazały handlu z Bankiem Rosji, zamrażając przy tym rosyjskie aktywa. To znacznie potężniejsza sankcja, faktycznie odcinająca Rosję od finansowania na rynkach europejskich i amerykańskich.
Zobacz także
Inwestowanie na giełdzie z rachunkiem inwestycyjnym BOSSA
W ten sposób osłabione zostały zdolności Rosji do obrony kursu swojej waluty i ochrony krajowej gospodarki. Na skutek zachodnich sankcji w poniedziałek doszło do krachu na rublu, który przez tydzień stracił około 30% swej wartości wobec euro i dolara. Giełda w Moskwie została zamknięta i nie wiadomo, czy zagraniczni inwestorzy będą mogli wycofać kapitał zaangażowany w akcjach notowanych tam spółek. Na skutek sankcji rosyjskie aktywa stały się w zasadzie nieinwestowalne i nie wiadomo, kiedy ten stan ulegnie zmianie.
Warto zaznaczyć, że sankcje nie uderzają w sektor surowcowy. Rosyjska ropa i gaz wciąż płyną na Zachód. Nie ma też mowy o zawieszeniu płatności za rosyjskie surowce – te decyzją władz USA mogą odbywać się bez zakłóceń. Ale ze współpracy z rosyjskimi firmami zaczęły masowo wycofywać się koncerny amerykańskie i europejskie, co na dłuższą metę boleśnie uderzy w gospodarkę kraju. Trudno dziś oszacować ekonomiczne koszty ostracyzmu, jakie obywateli Federacji Rosyjskiej dotykają na arenie sportowej, kulturalnej czy nawet prywatnej.
Dodajmy też, że rosyjska gospodarka była względnie dobrze przygotowana do zachodnich sankcji. Po 2014 roku USA i UE nałożyły wiele ograniczeń i przedsiębiorstwa z obu stron nauczyły się je omijać lub z nimi żyć. Zmieniła się też sama gospodarka Rosji. Po pierwsze, z importera pszenicy stała się jej eksporterem. Po drugie, została zmuszona do znaczącej redukcji zadłużenia zagranicznego – po 2014 roku zmalało ono z przeszło 700 mld do 480 mld USD. Kraj notował też powtarzalne nadwyżki na rachunku bieżącym, gromadząc w ten sposób rezerwy walutowe, które od 2015 roku zwiększyły się z 350 mld do 630 mld USD (i których mniej niż połowa została teraz zamrożona). Ponadto Bank Rosji wyprzedawał dolarowe obligacje, a w zamian kupował złoto.
Zachód kontra surowcowy gigant
W 2020 roku Rosja była 11. co do wielkości gospodarką świata pod względem nominalnego produktu krajowego brutto wyrażonego w rynkowym kursie dolara (niemal 1,5 bln USD), co plasowało ją pomiędzy Koreą Południową a Brazylią. Jednakże najważniejsza część rosyjskiej gospodarki – czyli wydobycie i eksport surowców przemysłowych i płodów rolnych – póki co nie został obłożony sankcjami. To o tyle ważne, że jest ona kluczowym dostawcą ropy naftowej i gazu ziemnego do Europy. Kraje UE z Rosji pokrywają 40% zapotrzebowania na gaz. Jest także dużym dostawcą zbóż trafiających na Bliski Wschód. Z Rosji pochodzi ok. 40% światowych dostaw palladu, istotna część zaopatrzenia w węgiel, nikiel, aluminium, stal i miedź.
Przeczytaj także
Rosja to nie tylko ropa i gaz. To surowcowa potęga
Zatem z punktu widzenia światowego handlu dotychczasowe sankcje nie mają aż tak dużego znaczenia jak dla systemu finansowego. Rosja nadal może handlować zarówno z krajami europejskimi, jak i azjatyckimi. Pamiętajmy też, że i Chiny, i Indie nie przyłączyły się do zachodnich restrykcji. Nie można więc mówić o całkowitej izolacji Rosji zarówno na arenie międzynarodowej, jak i w światowej gospodarce. Póki tak pozostanie, globalne konsekwencje ekonomiczne wojny pozostaną istotne, ale umiarkowane. Trzeba jednak mieć świadomość, że to się może w każdej chwili zmienić. Ewentualne embargo Zachodu na rosyjską ropę (lub „zakręcenie kurka” przez Kreml) momentalnie przeistoczyłoby się w globalny kryzys naftowy.
Pozasurowcowe znaczenie Rosji dla światowej gospodarki nie jest aż tak istotne. Rosyjski import w 2020 roku (to ostatnie dostępne dane całoroczne) wyniósł 231,6 mld USD, co stawiało ten kraj na 21. miejscu na świecie (za Polską i tuż przed Turcją). Ponad 40% wartości importu pochodzi z krajów Unii Europejskiej i to właśnie w Europę najmocniej uderzy spadek rosyjskiego popytu na importowane towary (który nastąpi na skutek recesji, sankcji i osłabienia rubla). Oznacza to, że wiele firm z UE nie dostarczy towarów do Rosji i nie zarobi na tym pieniędzy, co uderzy w europejskie gospodarki. Warto przy tym odnotować, że nadchodzące załamanie tamtejszego importu praktycznie w ogóle nie dotknie podmiotów z USA – amerykańskie firmy odpowiadają za niespełna 3,9% dostaw do Rosji.
Także dla Polski nie jest to tak duży problem. W okresie styczeń-listopad 2021 r. wartość dostaw towarów do Rosji wyniosła 8,7 mld USD, co stanowiło raptem 2,8% całości polskiego eksportu. Nawet jeśli doliczyć do tego kontrakty realizowane na Białoruś (0,7%) i Ukrainę (ok. 2% - dane za 2019 r.), to wciąż mówimy o niespełna 6% wartości naszego eksportu. Jego redukcja może być dotkliwa dla poszczególnych przedsiębiorstw zaangażowanych na Wschodzie, ale dla całości gospodarki nie będzie tak dużym problemem.
Dylemat władców pieniądza
Nie oznacza to jednak, że wszystko rozejdzie się po kościach. Już obecny poziom cen surowców energetycznych gwarantuje nam wyhamowanie wzrostu gospodarczego na świecie, a w szczególności w Europie. Drogie paliwa działają niczym dodatkowy podatek nałożony na konsumentów oraz zwiększają koszty prowadzenia prawie każdego biznesu. Na poziomie makroekonomicznym najbardziej wrażliwe będą kraje, które są importerami energii, co dotyczy nie tylko większości Europy, ale też m.in. Japonii, Indii czy Turcji.
Po drugie, skok cen paliw nie mógł pojawić się w gorszym momencie. Od wielu miesięcy świat boryka się z inflacją niewidzianą od dekad – dotyczy to zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, Europy i wielu krajów rozwijających się (np. Argentyna, Iran, Turcja, gdzie inflacja sięga 35-50% w skali roku). W Polsce musimy być gotowi na ceny paliw przewyższające 7 zł/l i to pomimo obniżonej stawki VAT. Ceny gazu na holenderskiej giełdzie już przewyższyły szczyt z grudniowego szoku. Mocno drożeje także ropa Brent (notowana nawet po niemal 120 USD/bbl) oraz węgiel.
Komentarze
Prześlij komentarz