Znaczna część twórców największych amerykańskich przedsiębiorstw filmowych pochodziła z dawnych terenów I Rzeczpospolitej.
Znaczna część twórców największych amerykańskich przedsiębiorstw filmowych pochodziła z dawnych terenów I Rzeczpospolitej.
Sukces Hollywood zrodził się przypadkiem, gdy Samuel Goldwyn uciekł do Los Angeles przed porachunkami mafijnymi.
W USA łatwo odnieść sukces ze względu na skalę rynku. Jeśli chcemy mieć własnych Goldwynów, współpracować musi cały region.
Dziś jest synonimem sukcesu, sławy i bogactwa, ale nie zawsze tak było. Gdy w XX wieku emigranci z terenów I Rzeczypospolitej przybywali do Ameryki Północnej, Hollywood było zwykłą, niewielką osadą i nic wówczas nie wskazywało na to, że stanie się rozpoznawalne na całym świecie.
NEWSLETTER
Twój email
Wynalazcy, pionierzy kina i teatru, założyciele legendarnych studiów filmowych, które dziś dostarczają rozrywki na całym świecie. Tak opisywani są Siegmund Lubin, Samuel Goldwyn, Louis Burt Mayer, bracia Shubertowie i rodzeństwo Warrenów. Wszyscy przeszli do historii jako założyciele amerykańskiej potęgi filmowej. Oprócz pasji i wkładu w rozwój amerykańskiej kinematografii łączyło ich coś jeszcze. Wszyscy pochodzili z polskich ziem znajdujących się wówczas pod zaborami. Zaczynali od zera jako pucybuci, handlarze lub asystenci poskramiaczy węży. Jednak dzięki determinacji i uporowi dotarli na sam szczyt. Między innymi dlatego ich historie stały się inspiracją książki Pollywood Andrzeja Krakowskiego oraz filmu o tym samym tytule Pawła Ferdka. Skoro znaczna część twórców amerykańskiej kinematografii miała polskie pochodzenie, to pojawia się pytanie, czy Hollywood mogło powstać nad Wisłą.
Dlaczego akurat Polacy?
Wśród ludzi napływających do USA znaleźli się przedstawiciele wielu różnych narodów. O sukcesie przybyszów z ziem polskich decydowały determinacja, intuicja, często zwykłe szczęście, a niekiedy bolesne życiowe doświadczenia, które pomagały tworzyć autentyczne i emocjonalne historie, które zmniejszały dystans między publicznością przeżywającą zwykle podobny los.
„To prawda, co mówią: wszyscy hollywoodzcy potentaci pochodzą z obszaru w promieniu 500 kilometrów wokół Warszawy. Czemu? Oto jest pytanie!” – to zdanie wypowiedział w filmie Pollywood Gregory Orr. Jego pradziadek, Benjamin Wrona, w 1886 r. wyemigrował wraz z rodziną z Krasnosielca, a po przebyciu oceanu zmienił nazwisko na Warner. Jego synowie – Harry, Sam, Albert i urodzony już w Kanadzie Jack – założyli Warner Bros, jedną z największych wytwórni filmowych na świecie. Początkowo podejmowali się różnych prac, żeby zapewnić rodzinie byt materialny. Próbowali wyścigów rowerowych, zakładania sklepów i występów cyrkowych. Ich życie odmieniło się diametralnie, gdy skorzystali z szansy i odkupili projektor filmowy będący wówczas urządzeniem rewolucyjnym. Jednak nie wszyscy doceniali jego potencjał. Cena była niebotyczna – 1000 USD.
Oszczędności całej rodziny nie wystarczyły. Trzeba było poświęcić złoty zegarek ojca i, co gorsza, konia, który trafił pod zastaw. Można go było niedługo wykupić, bo wiele osób chciało zapoznać się z nową rozrywką i projektor szybko się zwrócił. Na złomowisku udało się zebrać materiały, z których bracia stworzyli salę kinową. Stary wagon nadawał się do tego idealnie. Potem poszło gładko. Dystrybucja filmów, z czasem własna produkcja, pierwszy w historii film z dźwiękiem, który zapoczątkował rewolucję, później pierwszy film w kolorze i w końcu przejęcie New Line Cinema. Transakcja wywołała prawdziwą sensację, pierwszy raz mniejsze studio przejęło gracza znacznie większego od siebie. Oczywiście w międzyczasie bracia Warnerowie musieli sobie radzić z licznymi problemami, stawali na skraju bankructwa i szli na niewygodne ustępstwa. Jednak udało im się stworzyć prawdziwe imperium. Podobnej sztuki dokonali inni bracia – Shubertowie – lecz oni upodobali sobie teatr.
Broadway nie byłby taki sam bez migrantów z ziem polskich. Lee, Jacob i Sam Shubertowie zaczynali od najprostszych prac, takich jak roznoszenie gazet i obsługa kasy biletowej. Z czasem było ich stać na własne przedsięwzięcie. Stali się właścicielami kilku kin i sukcesywnie poszerzali swoją działalność, nabywając lub dzierżawiąc kolejne obiekty.
Ważnym etapem było wejście do Nowego Jorku, gdzie wydzierżawili Herald Square Theatre na rogu Broadwayu i 35th Street na Manhattanie. Przyszło im się mierzyć z Theatrical Syndicate, organizacją dążącą do monopolizacji rynku teatralnego, która stosowała nieuczciwą konkurencję. Jej włodarze dzięki swojej pozycji szantażowali wszystkich, którzy chcieli współpracować z ich konkurencją. Grozili zerwaniem kontaktów z aktorami, a właścicieli teatrów chcieli pozbawić repertuaru. Takie praktyki wielokrotnie stawiały braci w trudnej sytuacji, jednak dzięki determinacji i cierpliwości udawało im się wychodzić cało z opresji. Ich nowatorskie metody zarządzania, polegające m.in. na dopuszczeniu drobnego kapitału spoza wielkich miast, doprowadziły do stworzenia podmiotu zdolnego do konkurowania z Theatrical Syndicate i przełamania ich dominującej pozycji. Podobne problemy napotykali inni migranci z polskich ziem.
Komentarze
Prześlij komentarz