DRUGA WOJNA ŚWIATOWA

DRUGA WOJNA ŚWIATOWA Nie uwierzysz, że oni to jedli. 10 szokujących okupacyjnych potraw Kategoria: DRUGA WOJNA ŚWIATOWA Data publikacji: 03.09.2015 Autor: Aleksandra Zaprutko-Janicka facebook twitter W obliczu prawdziwego głodu nic nie jest niejadalne. Przekonały się o tym miliony mieszkańców okupowanej Polski. Sprawdź czym musieli się żywić nasi dziadkowie. Wojenne realia zmusiły Polaków do szukania nieszablonowych rozwiązań i zapełniania brzuchów tym, co było w zasięgu ręki. Przedstawiamy Wam dziesięć dziwnych, zaskakujących, a nawet obrzydliwych rzeczy, z których nasze babcie w czasie wojny pichciły prawdziwe cuda. Gołębie Dziś trudno wyobrazić sobie krajobraz polskich miast bez „latających szczurów”. Podobnie było na początku II wojny światowej. Los gołębi do łatwych jednak nie należał. Z czasem, kiedy coraz trudniej było o kurę na rosół, mieszkańcy miast zaczęli łakomie spoglądać w stronę miejskich ptaków. Wystarczyło wysypać na parapet kilka ziarenek, a potem było już jak w opowieści Jana Rybaka (warszawiak, rocznik 1929): […] okno było przytrzymywane na sznurku, jak gołąb wszedł tylko na parapet, babcia czy mama pociągała za sznurek, gołąb był w mieszkaniu i do garnuszka. Kiedy kończyły się ziemniaki, głód trzeba było zaspokoić czym innym. Kiedy kończyły się ziemniaki, głód trzeba było zaspokoić czym innym. Chleb kartkowy Gliniasty, czarny, gorzki, kruszący się. Każdego z tych przymiotników używano do opisania okupacyjnego „razowiaka”, ale nie potrafią one oddać walorów smakowych i zdrowotnych tego chleba. Od pieczywa bardziej przypominał kiepskiego sortu węgiel, a układ pokarmowy gwałtownie protestował przeciwko pakowaniu w niego tej namiastki chleba. Od tych zresztą „protestów” wzięła się zresztą kolejna nazwa – dźwiękowiec. Solidna porcja chleba kartkowego potrafiła zapewnić prawdziwy koncert. Wrony Te ptaki nie były jadane tak często jak gołębie. Wrony są od nich inteligentniejsze i metoda z ziarenkami i oknem na nie by nie zadziałała. Potrzebny był lepszy sposób. Przedstawiła nam go jedna z czytelniczek „Ciekawostek historycznych”. Pod informacją o degustacji wojennych potraw, którą organizujemy w Muzeum Powstania Warszawskiego pani Hanna pozostawiła swoją rodzinną historię o polowaniu na ptaki. Czternastoletni chłopak wziął zapomnianą wiatrówkę, z której ustrzelił na warszawskim Marymoncie dwie wrony na obiad. Co znamienne dla tamtych czasów, ojciec w żadnym razienie był na niego zły o to, co upolował. W końcu obiad to obiad, ważne by sycił. Jego wściekłość wywołało samowolne używanie wiatrówki. Gdyby Niemcy dowiedzieli się o broni, mogłoby się to skończyć tragicznie… Konie W naszej tradycji koń to przyjaciel człowieka, który na co dzień pomaga mu w pracy, a gdy zajdzie potrzeba – także w walce z wrogiem oddaje nieocenione przysługi. W czasie okupacji jedzono wszystko, łącznie z niedawnymi pupilami. W czasie okupacji jedzono wszystko, łącznie z niedawnymi pupilami. W czasie wojny dla własnego dobra Polacy musieli wyzbyć się stereotypowego myślenia. Konina stała się zwyczajną pozycją w menu. Zdarzali się oczywiście tacy, którzy hołubiąc kawaleryjskie tradycje Rzeczypospolitej mimo wszystko odmawiali nakładania wierzchowców na talerz. Byli oni jednak w mniejszości. Cała reszta pałaszowała kotlety z konia ze smakiem. W czasie powstania warszawskiego mięso koni stało się tak cenne, że o padłe od kul zwierzęta walczyli Polacy i Niemcy, nie szczędząc przy tym kul. Pokrzywy Kiedy gospodyni zabrakło klasycznych roślin używanych w polskiej kuchni, lub gdy sprzedała je na targu za odrobinę nafty, trzeba było poszukać jakiegoś zastępstwa w najbliższym otoczeniu. Polki, udowadniając swoją zaradność, zaczęły gotować nawet z chwastów. Przy odrobinie kreatywności, z pokrzywy i lebiody można zrobić szpinak. Wystarczy wyprawić się w plener, wziąć młodziutkie pędy roślin i przygotować je w domu podobnie jak liście prawdziwego szpinaku, blanszując i serwując z czosnkiem. W mojej własnej rodzinie panuje przekonanie, że ten zrobiony z pokrzywy jest nawet smaczniejszy. Perz Innym chwastem wykorzystywanym w czasie okupacji był perz. To wyjątkowo trudne do wyplenienia zielsko, które jest oporne i na siekanie i na opryski, w czasie okupacji żywiło wiele osób. Zamiast tępić go na grządkach, perz wykorzystywano do wytwarzania mąki, z której normalnie sporządzano wypieki. Dodawano jej też do zwykłej mąki ze zbóż. Psy i koty W czasie powstania zapasy żywności zgromadzone w stolicy wyczerpywały się w zastraszającym tempie. Nie było miejsca na skrupuły. Zarówno ludność cywilna, jak i powstańcy musieli jeść. Kiedy od wybuchu ginął pies, nikt się nie zastanawiał, tylko oprawiał to, co ze zwierzaka zostało, i pakował do gara jako mięsną wkładkę do zupy. Kiedy na działce zabrakło szpinaku zawsze można było wracając urwać po drodze trochę pokrzyw... Kiedy na działce zabrakło szpinaku zawsze można było wracając urwać po drodze trochę pokrzyw… Podobnie rzecz się miała z kotami. Na niedawnych domowych pupili wręcz polowano. Kiedy powstańcy przychodzili do stołówki na obiad, koledzy świadomi pochodzenia mięsa często zaczynali w trakcie jedzenia… miauczeć lub szczekać. Po latach jedna z walczących kobiet wspominała: Muszę nawet powiedzieć, że najlepsze to były koty, jak cielęcinka. Kota ugotowanego na olejku do opalania zjadł też, zupełnie nieświadomie, Tadeusz Bór-Komorowski. O tym pisaliśmy jednak w osobnym artykule. Żołędzie Odpowiednio przygotowane żołędzie potrafiły zastąpić niemal wszystko. Można z nich było zrobić mąkę, kawę, a nawet jeść je jak ziemniaki. Z mąki żołędziowej da się upiec chleb, czy podpłomyki, a po upaleniu i zaparzeniu z powodzeniem zastępuje małą czarną. Jak dokładnie przygotowuje się kawę z żołędzi możecie przeczytać w jednym z naszych specjalnych poradników. Przetestowaliśmy sprawę na własnych gardłach. I dziennikarzom TVP też daliśmy spróbować. W czasie powstania nawet kawałek końskiej padliny był na wagę złota. W czasie powstania nawet kawałek końskiej padliny był na wagę złota. Koniczyna i kora brzozowa Te dwa niecodzienne produkty Polki wykorzystywały już w czasie pierwszej wojny światowej. Zresztą, na wsiach na przednówku wiele gospodyń dodawało zmielonej kory brzozowej do wypieku chleba. We wspomnieniach można nawet znaleźć informację o tym, że tuż przed pojawieniem się nowych plonów, w chlebie bywało więcej brzozy niż pszenicy. Po wybuchu wojny Polki natychmiast odkurzyły stare kryzysowe receptury. Ołówki i gazety Kiedy wszystkie szuflady, w których trzymany był chleb zostały wyczyszczone do ostatniego okruszka, a głód nieprzyjemnie szorował w żołądku, dzieci robiły wszystko by choć na chwilę odczuć wrażenie sytości. Zdarzało się, że polskie dzieci jadły pod okupacją na przykład gazety (najpierw miejsca niezadrukowane, później także i te pokryte farbą). Choć nie tylko. Jak wspomina Bogumił Janusz Żórawski: Obgryzaliśmy też ołówki, gdyż kawałeczki drewna zostawały nam długo w ustach. Po prostu, mieliśmy przyjemność z ruszania buzią i z tego, że w niej coś było. *** Artykuł powstał na podstawie materiałów zebranych przez autorkę podczas pisania książki „Okupacja od kuchni”. „Okupacja od Kuchni” to poruszająca opowieść o czasach, w których za nielegalne świniobicie można było trafić do Auschwitz, warzywa hodowano w podwórkach kamienic, a zużytymi fusami handlowano na czarnym rynku. To także niezwykła książka kucharska: pełna oryginalnych przepisów i praktycznych porad z lat 1939-1945. Polecamy!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

💥 KONCEPCYJNY ALGORYTM „∞ ERROR” (𝔼-Χ0)