Joseph Goebbels o Łodzi: "To jest jedynie kupa gnoju"
Joseph Goebbels o Łodzi: "To jest jedynie kupa gnoju"
Igor Rakowski-Kłos
27 października 2016 | 23:00
Joseph Goebbels1 ZDJĘCIE
Joseph Goebbels (Narodowe Archiwum Cyfrowe)
31"Równie dobrze moglibyśmy używać tego miasta jako składowiska odpadów" - napisał Joseph Goebbels, gdy dowiedział się, że Łódź ma zostać wcielona do Rzeszy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
We wrześniu 1939 r. Joseph Goebbels, minister propagandy III Rzeszy, nie miał specjalnych planów związanych z Łodzią. Wiedział, że po pokonaniu Polski Adolf Hitler planuje anektować "stary niemiecki obszar" wraz z Poznaniem według granic sprzed 1919 r., zaś tereny położone dalej na wschód wejdą w skład protektoratu nazwanego Generalnym Gubernatorstwem.
Na początku października Goebbels notował w dzienniku: "Polaków oceniliśmy całkowicie fałszywie. Ich przywódcy są nic niewarci. Egoistyczni i zepsuci. Prawdziwie polscy! A przy tym tkwiący w gównie w sposób niedający się z niczym porównać. Niosą ze sobą niebezpieczeństwo, że stepy [azjatyckie] zbliżą się do granic Europy. Fuhrer położył historyczną zasługę, niszcząc to państwo. (...) Polacy na dodatek są jeszcze szczególnie niechlujni, zawszeni i leniwi (.). Opinia Fuhrera o Polakach jest miażdżąca. Bardziej zwierzęta niż ludzie, całkowicie otępiali i amorficzni. (...) Brud wśród Polaków jest niewyobrażalny. Również ich możliwości rozumowania są równe zeru. (...) Fuhrer nie chce asymilacji Polaków. Powinno się ich wtłoczyć do tego ich pomniejszonego państwa i tam pozostawić samych sobie".
Propagandowy majstersztyk
Łódź przyciągnęła uwagę Goebbelsa, gdy 8 października Fritz Hippler, kierownik sekcji filmowej w ministerstwie propagandy, pokazał mu roboczą wersję cotygodniowej kroniki. Kamerzyści poruszający się za Wehrmachtem wkroczyli razem z żołnierzami do Łodzi - drugiego co do wielkości miasta II RP - i sfilmowali jej żydowskich mieszkańców. Goebbels natychmiast wydał Hipplerowi nowe polecenie.
- Niech się pan przekona, jak ci Żydzi tam żyją, gdzie mieszkają. Niech pan nakręci film o życiu w polskich gettach - mówił minister propagandy, mając na myśli żydowskie dzielnice. - Niech pan jedzie jutro z kilkoma kamerzystami i filmuje wszystko, co popadnie. Życie i interesy na ulicach, handel i frymarczenie, rytuał w synagodze, łącznie ze szlachtowaniem. Musimy to wszystko utrwalić na miejscu, bo niedługo nie będzie tu Żydów. Fuhrer chce ich wszystkich wysiedlić na Madagaskar albo gdzie indziej. Dlatego potrzebujemy takich dokumentów do naszych archiwów.
Te słowa powtórzył po wojnie Hippler, najpewniej kłamiąc. Goebbels nie chciał ocalić żydowskiej kultury, lecz zrealizować od dawna planowany antysemicki film propagandowy przy użyciu ujęć ze wschodnioeuropejskich ulic. Miało to pomóc w podgrzaniu antysemickich nastrojów w Niemczech, które w opinii Goebbelsa wciąż były za słabe. Łódź wraz z Warszawą miała być planem zdjęciowym dla tego przedsięwzięcia, które w osobistych notatkach nazwał propagandowym majstersztykiem.
Żydostwo musi zostać zniszczone
Film otrzymał tytuł "Wieczny Żyd". O wadze, jaką przywiązał do niego Goebbels, świadczy to, że uczynił się jego producentem. Dobrał ekipę filmową, której ideologicznej wierności był całkowicie pewien. Scenariusz napisał 32-letni dr Eberhard Taubert, który już w 1934 r. założył nazistowski Instytut Badań nad Kwestią Żydowską i doradzał Goebbelsowi, jak pobudzać antysemityzm wśród Niemców. Reżyserem został 30-letni Hippler - członek NSDAP od 17. roku życia, który podczas studiów organizował palenie książek na ulicach.
Jako zaufany człowiek Goebbelsa - dopiero cztery lata później wyszło na jaw, że jego prababką była Żydówką - Hippler od 11 do 13 października kręcił uliczne sceny w Łodzi: twarze Żydów, ruch uliczny na Starym Mieście i Bałutach, nabożeństwo w synagodze oraz ubój rytualny.
Fritz Hippler
Hippler opisał zachowanie swojego szefa, który 16 października obejrzał efekty wyprawy do Łodzi: "Goebbels chciał pokazać mi, jak ktoś z właściwym podejściem do kwestii żydowskiej mógłby zareagować. Prawie każdemu zbliżeniu towarzyszyły okrzyki niesmaku i wstrętu. W scenach rytualnego uboju zakrywał twarz rękoma".
Minister propagandy zapisał też swoją opinię: "Nigdy jeszcze czegoś takiego nie było. Ubój rytualny bydła tak okropny i brutalny w szczegółach, że aż krew zastyga w żyłach. Człowiek wzdryga się przed tak dużą dawką potworności. To żydostwo musi zostać zniszczone".
Kilka dni później Goebbels podjął decyzję o wyjeździe do Łodzi 30 października, "aby się rozeznać". Powodem były konflikty między władzami cywilnymi a wojskowymi oraz to, że "Polacy stają się znowu bezczelni. Przejściowo trzeba im odebrać możliwość prowadzenia własnego życia kulturalnego".
Do końca miesiąca do Goebbelsa napłynęły kolejne materiały kręcone w żydowskich dzielnicach Łodzi i Warszawy. Niektóre pokazał Hitlerowi i jego najbliższemu otoczeniu. "Wszyscy są głęboko wstrząśnięci" - zanotował.
Dzień przed planowanym wyjazdem do Łodzi Goebbels obchodził 42. urodziny. "Ile jeszcze mogę mieć? Nie chciałbym tego wiedzieć" - zwierzył się w dzienniku.
Złe filmy dla Polaków
W poniedziałek, 30 października do lotu jednak nie doszło. Lotnisko w Berlinie okryte było mgłą, więc ze względów bezpieczeństwa start został odłożony do następnego dnia.
W końcu 31 października ok. godz. 11 samolot z Goebbelsem na pokładzie wylądował na łódzkim lotnisku. "Przejechał w swojej limuzynie przez ulicę Piotrkowską, pełną wiwatujących folksdojczów. Dzieci machały małymi chorągiewkami, kobiety rzucały kwiaty, a mężczyźni wraz z wiwatującymi wyciągali ramiona: ? Sieg heil! Sieg heil! ?" - opisała tę scenę łodzianka Chava Rosenfarb w powieści "Drzewo życia". Ze względów bezpieczeństwa w wielu punktach miasta, m.in. przed katedrą, stały stanowiska z karabinami maszynowymi. Mimo przejazdu przez najbardziej reprezentacyjną część miasta, Goebbels zapisał w dzienniku: "Sama Łódź jest brzydkim miastem".
Minister propagandy spotkał się przede wszystkim z Hansem Frankiem, generalnym gubernatorem tworzonego protektoratu, który właśnie w Łodzi 31 października ogłosił jego powstanie. Jeszcze wtedy wydawało się, że Łódź zostanie stolicą nowego tworu, a Frank będzie rezydować w przejętym pałacu Oskara Kona przy ul. Targowej 61. Tam też rozmawiał z ministrem propagandy. Nazistowscy dygnitarze ustalili, że "Polakom należy umożliwić kształcenie się jedynie w takim zakresie, aby uświadomili sobie, iż jako naród nie mają żadnych perspektyw". W dzisiejszym budynku rektoratu Szkoły Filmowej hitlerowcy zgodzili się, że ludność w Generalnym Gubernatorstwie może oglądać "co najwyżej złe filmy, względnie takie, które obrazują wielkość i siłę Rzeszy Niemieckiej". Goebbels wyraził pogląd, że należy zamknąć teatry, kina i kabarety, pozostawiając Polakom jedynie gazety. "Sytuacja w Polsce jest jeszcze bardzo trudna. Osiągamy porozumienie: na razie nie wspierać polskiego życia kulturalnego, ponieważ życie kulturalne stanowi stację rozrządową odradzającego się polskiego nacjonalizmu. Natomiast więcej propagowania niemieckiego życia kulturalnego wśród naszych ludzi" - napisał Goebbels w dzienniku.
Mimo pozornej zgody już trwała walka o wpływy między nazistami. Goebbels musiał przełknąć gorzką pigułkę, gdy Max du Prel, wysoki urzędnik odpowiedzialny za prasę w GG, oświadczył mu, że podlega Frankowi, a nie jemu. Będzie oczywiście postępować z ogólnymi dyrektywami wypracowywanymi w Berlinie, ale bezpośrednio Goebbels nie może mu niczego nakazać. Wyraził też oczekiwanie, że w ministerstwie nie powstanie komórka odpowiedzialna za propagandę w GG. Goebbels nie miał innego wyjścia, jak tylko przytaknąć.
Kraj przygnębiającej beznadziejności
Po spotkaniu minister zapragnął zwiedzić Stare Miasto i Bałuty, a być może także inne dzielnice. Chciał na własne oczy zobaczyć to, co wcześniej widział w kronikach. W dzienniku zapisał: "Przejazd przez getto. Wysiadamy [z samochodu] i wszystko dokładnie oglądamy. To jest nie do opisania. To już nie są ludzie, to są zwierzęta. Dlatego też jest to zadanie nie tyle humanitarne, ile chirurgiczne. Tu trzeba cięć, i do tego całkiem radykalnych. W przeciwnym razie Europa umrze kiedyś na żydowską chorobę. Przejazd polskimi ulicami. To już jest Azja".
Joseph Goebbels i Hans Frank
Koniec dnia Goebbels również spędził się z generalnym gubernatorem: "Wieczorem u Franka. Mówi mi o swoich kłopotach. Przede wszystkim z Wehrmachtem, który nie prowadzi polityki volklistowskiej, lecz niewyraźną, mieszczańską. Ale Frank da sobie radę. Jeszcze długa pogawędka. Poruszonych tysiąc spraw. Bez końca. To kraj przygnębiającej beznadziejności. Śpię tylko parę godzin".
W środę, 1 listopada Goebbels odjechał do Warszawy ("Ludność jest apatyczna i podobna do cieni. Niczym robactwo pełza po ulicach. Jest obrzydliwie i nie do opisania"), a stamtąd odleciał do Berlina ok. godz. 14, aby zdążyć przed zmrokiem.
Mieszanka Polaków i Żydów
Tydzień po powrocie z Łodzi Goebbels dowiedział się, że Azja, którą wypatrzył na łódzkich ulicach, ma stać się częścią państwa niemieckiego. W przepychankach na szczytach władzy Franka pokonał Arthur Greisler, który administrował przyłączoną do Rzeszy Wielkopolską. Większość terenów, które mu przypadły w udziale, miały charakter rolniczy - upomniał się więc o przemysłową Łódź. Nie bez znaczenia była też petycja łódzkich Niemców, którzy chcieli "wrócić do macierzy". Hitler uległ tym namowom ku niezadowoleniu Goebbelsa. Minister propagandy nie krył złości w osobistych notatkach: "Jednakże nie bardzo jestem za tym, aby Łódź miała stać się miastem niemieckim. To jest jedynie kupa gnoju, którą zamieszkuje prawie wyłącznie mieszanka Polaków i Żydów".
Kilka dni później jeden z urzędników Goebbelsa zdał mu sprawozdanie z wizyty w Łodzi. "Potwierdził wszystkie moje wrażenia - napisał minister 17 listopada. - W Łodzi panują jeszcze dziwaczne stosunki. Plaga żydowska staje się stopniowo nieznośna. Do tego jeszcze niemal wszystkie placówki [niemieckie] są ze sobą w niezgodzie. Tylko dlaczego ta kupa gnoju musi stać się niemieckim miastem! To jest syzyfowa praca, jeśli chce się zgermanizować Łódź. Równie dobrze moglibyśmy używać tego miasta jako składowiska odpadów".
Po decyzji Hitlera Frank przeniósł się z Łodzi do Krakowa, gdzie 7 listopada zamieszkał na Wawelu.
Pod koniec miesiąca Goebbels odwiedził włączone do Rzeszy tereny, ale tym razem ominął Łódź. Inne miasta zrobiły na nim pozytywne wrażenie: "Grudziądz. Prawdziwie pruska twierdza, w stylu krzyżackim. Toruń. To jeszcze bardziej to widać. Odwiedzamy ratusz, wspaniałą staroniemiecką budowlę. (...) Wieczorna jazda do Bydgoszczy. Piękne miasto".
W tym czasie polska i żydowska ludność Łodzi była terroryzowana i mordowana. Szacuje się, że w kolejnych latach w podmiejskich lasach hitlerowcy zakopali zwłoki ok. 40 tys. osób należących do miejscowej inteligencji: Polaków, Żydów i Niemców. Ocaleli Polacy byli systematycznie wywożeni na roboty do Rzeszy, a ludność żydowska zamknięta w getcie w lutym 1940 r., wykańczana głodem i chorobami, a także wywożona do obozów zagłady. Już w 1941 r. ukazała się propagandowa książka "Wschód Kraju Warty", która w pozytywnym świetle pokazywała, że Łódź pod hitlerowskim zarządem przeszła od "kulturowej różnorodności" i "narodowej niejasności" do "rasowej czystości nowego porządku".
Niemiecka miłość do zwierząt
Po wizytach w Łodzi zostały jeszcze materiały przeznaczone do "Wiecznego Żyda". Film był wielokrotnie przemontowywany, a po próbnych projekcjach dla członków NSDAP Goebbels zdecydował się wypuścić dwie wersje: jedną dla mężczyzn, a drugą dla kobiet, młodzieży i "osób wrażliwych". Ta druga miała być pozbawiona scen uboju rytualnego.
Obraz starał się przekonać, że niemieccy Żydzi tylko "ukrywają się za maską cywilizowanych Europejczyków" - mówił głos zza kadru. Ich prawdziwe oblicze można zobaczyć na polskich ulicach. Obrazom ubogich warszawskich i łódzkich Żydów towarzyszył komentarz, że są to ludzie zamożni, robiący od pierwszych dni niemieckiej okupacji doskonałe interesy, a którzy jedynie z wyboru żyją w "brudnych i zapluskwionych izbach". W filmie wiele jest kadrów wypełnionych twarzami: "Te fizjonomie natychmiast obalają liberalne teorie o równości wszystkich, którzy mają ludzką postać" - twierdzi narrator.
Według autorów Żydzi po emigracji do Niemiec starają się upodobnić do społeczeństwa: "Ludzie bez dobrego instynktu, dają się oszukać tej przemianie i uważają Żydów za takich samych ludzi jak oni. I w tym tkwi ogromne niebezpieczeństwo. Ci zasymilowani Żydzi pozostają na zawsze obcymi ciałami w organizmie gościnnego narodu". Film stara się "demaskować" żydowskich pisarzy, polityków i naukowców. Wśród nich znalazł się m.in. "relatywistyczny Żyd, Albert Einstein, który za niejasną pseudonauką ukrywał nienawiść do Niemców".
Zwieńczeniem filmu i ostatecznym dowodem słuszności antysemityzmu miały być kręcone w Łodzi sceny z uboju rytualnego pokazujące wykrwawiające się zwierzęta. Według narratora są to przykłady skrywanej żydowskiej brutalności, która kłóci się z niemiecką miłością do zwierząt.
"Wieczny Żyd" nie spełnił pokładanych w nim przez Goebbelsa nadziei - przede wszystkim ze względu na frekwencję. Obejrzał go tylko milion widzów, a to tylko dzięki organizowaniu zbiorowych seansów dla członków Hitlerjugend i NSDAP. Dwa tygodnie po premierze w listopadzie 1940 r. w Berlinie propagandowy obraz wyświetlało tylko jedno kino. Przyczyną porażki była forma filmu. Paradokument składał się z nagrań reportażowych, odgrywanych scen aktorskich oraz plansz z liczbami, wykresami i mapami. Zabrakło intrygi i gwiazdorskiej obsady. Wcześniej w kinach był wyświetlany fabularny i niemniej antysemicki "Żyd Suess" - i to on był ówczesnym przebojem. Dziś dystrybucja obu filmów jest mocno ograniczona.
- "Wieczny Żyd" nie jest w Niemczech najbardziej znanym filmem okresu nazistowskiego - mówi dr hab. Konrad Klejsa, filmoznawca z Uniwersytetu Łódzkiego, autor książki "Pamięć lat nazizmu w kinie niemieckim". - Tym jest bez wątpienia "Żyd Suess" Veita Harlana. Dla jasności: "najbardziej znanym" w takim sensie, w jakim najbardziej znaną kometą jest kometa Halleya - choć nie można jej zobaczyć, oba filmy są na liście tzw. Vorbehaltsfilme, do których prawa ma jedna z niemieckich fundacji, tylko pod pewnymi warunkami wyrażająca zgodę na publiczne pokazy. W przeciwieństwie do wielu innych filmowców zaangażowanych w propagandę po wojnie Hippler trafił do więzienia, w którym przesiedział dwa lata. Później realizował nadal filmy dokumentalne i oświatowe - ale pod pseudonimem.
Wybrana bibliografia: Peter Longerich, "Goebbels. Apostoł diabła", Stig Hornshoj-Moller, David Culbert, " ? Der ewige jude ?(1940): Joseph Goebbels' unequaledmonument to anti-Semitism", Dieler Schenk, "Hans Frank. Biografia generalnego gubernatora", Martyn Housden, "Hans Frank, Lebensraum and the Holocaust"
Komentarze
Prześlij komentarz