Belgijska rodzina królewska odrzuca roszczenia pedofilów do króla
Belgijska rodzina królewska odrzuca roszczenia pedofilów do króla
Przez Stephen Castle
Poniedziałek 10 marca 2014 r. 05:00
komentarze
Belgijska rodzina królewska w bezprecedensowy sposób publicznie zaprzeczała twierdzeniom, że król Albert II uczęszczał na pedofilskie imprezy seksualne, co może łączyć go ze współpracownikami domniemanego mordercy dzieci Marca Dutroux.
W miejsce swojego zwyczajowego „bez komentarza”, pałac wydał ostry potępienie, zarzucając nowej książce szerzenie „zarzutów stawianych przez fantarzystę poszukującego sensacji”.
The Pedophile Dossier, którego współautorem jest Jean Nicholas, niezależny dziennikarz śledczy, twierdzi, że w latach 80. XX wieku i przed objęciem tronu książę Albert brał udział w imprezach pedofilskich. W książce argumentuje się, że belgijskim śledczym nie udało się wszcząć formalnej sprawy przeciwko panu Dutroux ponad pięć lat po jego aresztowaniu, ponieważ obawiają się, że ich śledztwa mogą wplątać się w wiodące osoby publiczne, w tym króla Alberta.
Pan Dutroux jest oskarżony o porwanie, zgwałcenie i zamordowanie szeregu młodych dziewcząt. Chociaż był sądzony i skazany za dramatyczną ucieczkę w 1998 roku, główna sprawa przeciwko niemu jeszcze nie trafiła do sądu.
Najbardziej wrażliwa część książki opiera się na stwierdzeniach, które pojawiły się po raz pierwszy w ramach sprawy rozwodowej, w której jedna ze stron twierdziła, że druga brała udział w orgiach, w których obecne były czołowe osoby publiczne.
Późniejsze dochodzenie policyjne nic nie dało.
twoj@email.com
Proszę wprowadź swój adres emailProszę wpisać aktualny adres e-mailProszę wpisać aktualny adres e-mail
Chcę otrzymywać e-maile o ofertach, wydarzeniach i aktualizacjach od The Independent.
Przeczytaj naszą politykę prywatności
Holenderskojęzyczny magazyn Knack przeprowadził własne dochodzenie w sprawie roszczeń kilka lat temu, ale je odrzucił. Jego redaktor, Rik Van Cauwelaert, określił wczoraj twierdzenia Nicholasa jako „bzdury”. „Jestem całkowicie zdumiony, że jego książka została opublikowana”.
Pan Nicholas, pochodzący z Luksemburga, bronił swojej pracy, argumentując, że z 400-stronicowej książki tylko 40 zostało oddanych królowi Albertowi i że los rodziny królewskiej nie był jego zmartwieniem.
Komentarze
Prześlij komentarz