Krytyka Polityczna promuje Bubla
Krytyka Polityczna promuje Bubla
Choć dziś krytyka Żydów znana z łam prasy Bubla nie jest niczym kontrowersyjnym i weszła na salony, to wieloletnia separacja wydawcy od środowiska patriotycznego i zła legenda jaką cieszy się ten wydawca sprawiły, że nie jest on znany większości patriotów. Ta zmowę milczenia wokół Bubla postanowił przełamać lewicowy portal Krytyka Polityczna tekstem „Tania beka i antysemityzm. A jakby potraktować Leszka Bubla poważnie?” autorstwa poety i politologa Przemysława Witkowskiego.
Zdaniem Witkowskiego, Leszek Bubel urodził się w Węgrowie w 1957 roku. Co podkreśla lewicowy publicysta, Węgrów był przed wojną żydowskim miasteczkiem otoczonym wsiami zamieszkanymi przez polskich antysemitów – przed wojną „wybory w powiecie wygrywali jednak tradycyjnie polscy nacjonaliści, a bojkoty sklepów żydowskich, wybijanie okien i pobicia od lat trzydziestych zdarzały się regularnie”.
Jak można się dowiedzieć z artykułu lewicowego publicysty o Bublu, w Węgrowie Żydów zabijali „hitlerowscy żołnierze i żandarmi oraz „antykomuniści” z Waffen SS, ale nie tylko. Pomagały im grupy miejscowych: „granatowi” policjanci, straż pożarna i kilkudziesięciu nastolatków. Za każdego schwytanego Żyda dostawało od nazistów się 250 g cukru.
Część lokalsów nie tylko rabowała ofiary i doprowadzała je do władz, ale i zabijała razem z nazistami. Do usuwania zwłok ludzie zgłaszali się na ochotnika nieomal masowo licząc, że z zabitych zdejmą odzież albo znajdą przy nich jakieś pieniądze”. Warto zwrócić uwagę, że kolejny raz pisząc brednie o Polakach, lewicowy autor unika słowa Niemcy. Idąc krętymi drogami lewicowej narracji, lewica mogłaby związku z tym cukrem uznać, że miliony chorych na cukrzycę to dowód na odwieczny polski antysemityzm.
Jak wynika z artykułu w „Krytyce Politycznej” „takie właśnie poglądy i zdarzenia ukształtowały rodzinne miasteczko naszego bohatera. Z wiekiem z tej zatrutej ideologicznej studni będzie on czerpał pełnymi garściami”.
Gdy po opisie rzekomego polskiego antysemityzmu i rzekomych polskich zbrodni na Żydach lewicowy publicysta postanawia opisać ukształtowanego (przez rzekomy polski udział w holocauście) Bubla, czytelnicy dowiedzą się, że ojciec tegoż „od przedwojnia (…) prowadził sklep galanteryjny i stolarnię”. Sam Bubel po rozwodzie rodziców miał żyć w PRL w dobrobycie i luksusach (miał mieszkanie, samochód, jeździł po świecie). Jak sugeruje lewicowy publicysta wyjazdy zagraniczne Bubla miały być przykładem jego konszachtów z władzami komunistycznymi.
W swoim artykule Lewicowy Publicysta powątpiewa, że Leszek Bubel był „internowany za tworzenie i finansowanie podziemnych drukarni”, „na komendzie został brutalnie pobity” bo „skarg na stan zdrowia w dokumentach więziennych jednak nie zgłaszał”, oraz w to, że w „stanie wojennym miał też uruchomić na masową skalę produkcję biżuterii patriotycznej, co spowodować miało 27 rewizji i zatrzymań”. Lewicowy publicysta powątpiewa też by Leszek Bubel był pobity przez SB i MO.
Krytyka Polityczna przypomina również o sukcesie Leszka Bubla po transformacji ustrojowej – Leszek Bubel „w szczycie działalności zatrudnia, jak twierdzi, ponad 600 osób w 77 sklepach, 50 stoiskach i 3 pracowniach produkujących biżuterię ze złota i srebra”, jednak jak podkreśla Krytyka Polityczna biznesy Leszka Bubla kończą się długami, a „w międzyczasie Bubel w pierwszych wolnych wyborach III RP zostaje posłem z ramienia Polskiej Partii Przyjaciół Piwa i uzyskuje immunitet”. PPPP będąca początkowo żartem politycznym umożliwia zdobycie mandatów poselskich „grupie polskich biznesmenów świeżego chowu”.
Sześciu posłów PPPP powołuje dwa koła poselskie, w jednym jest Krzysztof Ibisz, a drugie „Polski Program Gospodarczy” tworzy „z posłami Kongresu Liberalno-Demokratycznego (…) klub Polski Program Liberalny, który z czasem staje się zalążkiem Platformy Obywatelskiej”. W PPPP działali „oprócz Ibisza i satyryka Janusza Rewińskiego (…) późniejszy członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (….) Adam Halber, późniejszy polityk PO Tomasz Bańkowski, były komandos Jerzy Dziewulski, olimpijczyk w żeglarstwie Tomasz Holc, jazzman Jan Zylber”.
Lewicowy publicysta opisał w dalszej części swojego artykułu współpracę Bubla z Andrzejem Lepperem, sprzeciw Bubla wobec integracji z Unią Europejską, założenie przez Bubla Polskiej Partii Narodowej i innych organizacji, wydawane przez Bubla czasopisma, wspólny start w wyborach z liderem „skinowskiego zespołu Legion” Tomaszem Kostyłą, publicystą Robertem Larkowskim oraz opozycjonistą z czasów PRL i obrońcą „krzyży na oświęcimskim żwirowisku” Kazimierzem Świtoniem, Adamem Czeczetkowiczem i Krzysztofem Kononowiczem. Opisują kolejne klęski wyborcze Leszka Bubla lewicowy publicysta nie dostrzega, że są one wyznacznikiem tego, że Bubel nie cieszy się poparciem w środowiskach patriotycznych – wbrew faktom lewicowy publicysta kreuje więc Bubla na reprezentanta wszystkich polskich patriotów tak znienawidzonych przez lewicę.
W artykule lewicowy publicysta opisał też twórczość artystyczną Bubla (polityczne piosenki disco polo), jego współpracę z Bolesławem Szenicerem – wieloletnim opiekunem warszawskiego cmentarza żydowskiego (gdzie, co jak podkreśla lewicowy publicysta, rosła marihuana) i założycielem Gminy Wyznaniowej Starozakonnych.
Z artykułu na Krytyce Politycznej można się dowiedzieć, że Szenicer głosi, że członkowie warszawskiej żydowskiej „gminy warszawskiej w wielu przypadkach przywłaszczyli sobie żydowską tożsamość, żeby uwłaszczyć się na majątku pozostałym po swojej przedwojennej poprzedniczce. Zarzuca też, że władzę w niej sprawują w większości konwertyci, usprawiedliwia antysemicką kampanię Gomułki z 1968 roku i wielce sobie ceni dawnego przywódcę Zjednoczenia Patriotycznego Grunwald Bohdana Porębę”.
Według lewicowego publicysty piosenka disco polo śpiewana przez Bubla i Szenicera zawiera „znane w narodowej myśli politycznej stanowisko: że liberalizacja i westernizacja Polski to interes żydowski; że pedagogika wstydu to narzędzie polskiego upodlenia i zniewolenia przez kapitał amerykański i jego interesy; i że liberalna opozycja do PRL dogadała się z liberałami z PZPR i sprzedała nasz kraj, a dziś, trzymając nas na klęczkach sprawia, że nie jesteśmy suwerenni”.
Rekonstruując tok myślenia narzucany przez lewicową Krytykę Polityczną, lewicy zależy na tym by wmówić Polakom odpowiedzialność za holocaust, wiarę w to, że holocaust jest ukoronowaniem polskiego i katolickiego antysemityzmu, że Polacy mordowali Żydów by przejąć własność Żydów, i z tego mordowania mieli seksualną satysfakcje. I spadkobiercą tej antysemickiej zbrodniczej tradycji jest PiS.
Widać, że dla lewicy żadnego znaczenia nie ma filosemityzm PiS, zablokowanie ekshumacji w Jedwabnym czy budowa Muzeum Żydów przez Lecha Kaczyńskiego, czy likwidacja nowelizacji ustawy o IPN i wspólnej deklaracji premierów Izraela i Polski. Fakty o filosemityzmie PiS są dla lewicy nieistotne, bo nie pasują do lewicowych przesądów i uprzedzeń – dla lewicowców istotna jest zgodność nie z faktami, ale zgodność z lewicowymi propagandowymi kłamstwami osadzającymi PiS w roli antysemitów.
Komentarze
Prześlij komentarz